- Oh... - Zaniemówiłam. - To dla mnie wielki zaszczyt. - Uśmiechnęłam się lekko. - Z chęcią będę spełniać jego rolę.
- Cieszy mnie to. - Alfa posłał w naszą stronę uśmiech. - Zapraszam was również na skałę.
- A co się tam będzie wyprawiać...? - Zainteresował się James.
- Dziś jest taki dzień zwierzeń, będziemy sobie wszystko opowiadać i planować różne takie rzeczy. - Zamyślił się na kilka chwil. - Mogę na was liczyć...?
- Tak, oczywiście przyjdziemy !
< Spiritual Sikre ? >
czwartek, 23 lipca 2015
Od Amy cd. James
- No chyba Cię lekko zatkało James - Zaśmiałam się. - Weź coś odpowiedz, bo potem będę się czuła winna, że stałeś się niemową.... - Mruknęłam.
- Czekaj, daj mi dojść do siebie... Wiesz to działo się tak szybko... Muszę sobie to poukładać w głowie.
- Rozumiem,daj mi znać ja poczekam. Jestem Cierpliwa. - Położyłam się na ziemi, Luna zaczęła się bawić moim ogonem. Chyba za szybko mu wyznałam uczucia, miałam nadzieję że wszystko potoczy się jak najlepiej.
- Amy... ? - Usłyszałam głos samca.
Podniosłam się z ziemi.
- Tak...?
- Poukładałem sobie to wszystko, no i doszedłem do wniosku... że... Jesteśmy pierwszą parą w watasze. - Uśmiechnął się.
- Spirit chyba padnie...
< James ? >
- Czekaj, daj mi dojść do siebie... Wiesz to działo się tak szybko... Muszę sobie to poukładać w głowie.
- Rozumiem,daj mi znać ja poczekam. Jestem Cierpliwa. - Położyłam się na ziemi, Luna zaczęła się bawić moim ogonem. Chyba za szybko mu wyznałam uczucia, miałam nadzieję że wszystko potoczy się jak najlepiej.
- Amy... ? - Usłyszałam głos samca.
Podniosłam się z ziemi.
- Tak...?
- Poukładałem sobie to wszystko, no i doszedłem do wniosku... że... Jesteśmy pierwszą parą w watasze. - Uśmiechnął się.
- Spirit chyba padnie...
< James ? >
Od Spiritual Sikre CD. Amy
Poszedłem do jaskini Amy.
Widziałem że siedzi razem z Luną i Jamesem przed domem.
- Witajcie. - podszedłem do nich. - James. Gratuluje jeszcze raz. - uśmiechnąłem się.
- Ee.. czego ? - wadera spojrzała na basiora.
- Awansu ! - uśmiechnąłem się. - James zgodził się zostać deltą.
- Oo.. jak miło słyszeć. - uszczypnęła go. - Dlaczego dowiaduje się dopiero teraz ?
- Ponieważ miałą być to niespodzianka. - spojrzał na mnie jak na intruza. - Spirits... - mruknął.
- Oj.. sorki. - wyszczerzyłem zęby.
- Dlaczego zawdzięczamy twoją wizytę ? - spytał się po chwili. - Mam jakieś nowe obowiązki, zadania ?
- Nie.. właściwie przyszedłem do Amy. - spojrzałem na na wadere. - Chce Ci zaproponować awans na stanowisko zastępcy dowódcy zabójców. James będzie miał jeszcze więcej na głowie i nie będzie miał czasu doglądać swoich podopiecznych. - uśmiechnąłem się. - A ostatnio są bardziej... rozbrykani.. tak to delikatnie można ując. Więc, chcesz to stanowisko ?
<Amy?>
Widziałem że siedzi razem z Luną i Jamesem przed domem.
- Witajcie. - podszedłem do nich. - James. Gratuluje jeszcze raz. - uśmiechnąłem się.
- Ee.. czego ? - wadera spojrzała na basiora.
- Awansu ! - uśmiechnąłem się. - James zgodził się zostać deltą.
- Oo.. jak miło słyszeć. - uszczypnęła go. - Dlaczego dowiaduje się dopiero teraz ?
- Ponieważ miałą być to niespodzianka. - spojrzał na mnie jak na intruza. - Spirits... - mruknął.
- Oj.. sorki. - wyszczerzyłem zęby.
- Dlaczego zawdzięczamy twoją wizytę ? - spytał się po chwili. - Mam jakieś nowe obowiązki, zadania ?
- Nie.. właściwie przyszedłem do Amy. - spojrzałem na na wadere. - Chce Ci zaproponować awans na stanowisko zastępcy dowódcy zabójców. James będzie miał jeszcze więcej na głowie i nie będzie miał czasu doglądać swoich podopiecznych. - uśmiechnąłem się. - A ostatnio są bardziej... rozbrykani.. tak to delikatnie można ując. Więc, chcesz to stanowisko ?
<Amy?>
środa, 22 lipca 2015
Od Sendy CD. Spiritual Sikre
Kiedy zauważyłam niechęć basiora zrozumiałam. Ruszyłam w stronę inną niż przyszliśmy po jakimś czasie pokazał się piękny wodospad. :



Kiedy Spiritual to zobaczył szczenka mu odpadła.
wszystko było piękne w sumie mi też sie podobało więc spytałam :
-A teraz ci pasuje?
Basior nie odpowiedział
-Alo?Spiritual sikre????
Nie czekając dłużej szłam dalej a natomiast Spiritual Sikre stał nadal w jednym miejscu nie robiąc ani jednego kroku.Co mnie zdziwiło.
Spiritual Sikre???

Kiedy Spiritual to zobaczył szczenka mu odpadła.
wszystko było piękne w sumie mi też sie podobało więc spytałam :
-A teraz ci pasuje?
Basior nie odpowiedział
-Alo?Spiritual sikre????
Nie czekając dłużej szłam dalej a natomiast Spiritual Sikre stał nadal w jednym miejscu nie robiąc ani jednego kroku.Co mnie zdziwiło.
Spiritual Sikre???
Od James cd. Amy
- Tak, kocham Cię.
Chyba coś mi utknęło w gardle..
O w morde, jego mać...
- Zatkało mnie. Znowu.. - odparłem masując kark.
Patrzyła na mnie bez wyrazu. Wpatrywała się we mnie żądając odpowiedzi.
- Ja.. Ciebie też... - odparłem z lekkim uśmiechem.
Jeszcze to do mnie dokładnie nie dotarło.
Wadera którą darzyłem sympatią wyznała mi miłość. Tak.. to jeszcze do mnie nie dotarło...
<Amy?>
Chyba coś mi utknęło w gardle..
O w morde, jego mać...
- Zatkało mnie. Znowu.. - odparłem masując kark.
Patrzyła na mnie bez wyrazu. Wpatrywała się we mnie żądając odpowiedzi.
- Ja.. Ciebie też... - odparłem z lekkim uśmiechem.
Jeszcze to do mnie dokładnie nie dotarło.
Wadera którą darzyłem sympatią wyznała mi miłość. Tak.. to jeszcze do mnie nie dotarło...
<Amy?>
wtorek, 21 lipca 2015
Od Amy CD. James
- Od kiedy to stales sie taki rodzinny.. ? Hm..? - Spojrzalam na niego.
-
dobre pytanie. - Zastanowil sie chwile, po jego twarzy rozpoznalam ze w
glowie dobiera odpowiednie slowa. - Sam nie wiem, kiedy to sie stalo...
Ale chyba jak poznalem Ciebie, a Ty wtedy przygarnelas Lune pod swoje
skrzydla. - Przeciagnal sie lekko.
- Ciekawe. - Rzucilam
okiem na mala, zblizala sie w nasza strone. Wlasciwie, to szla do
basiora. Wskoczyla mu na grzbiet, skakala na nim jak po trampolinie.
- Matko... Ani chwili spokoju... - Zasmial sie lekko.
-
Oh, jak slodko razem wygladacie. - Usiadlam. - Luna bardzo Cie
polubila, moze nawet traktuje jak ojca. - Wzielam mloda od niego, ta
wtulila sie we mnie. - To zadanie, chyba nalezy do basiorow no ale ja to
chyba przejme. - Westchnelam.
- Niby co masz na mysli. - Spojrzal na mnie z zapytaniem.
-
No... skoro Ty lubisz mnie, ja Ciebie tez. Luna za Toba szaleje, ty za
nia tez. Wiec... moze... zostaniemy partnerami. - Rzucilam.
- Czekaj, czekaj.. to...
- Tak, kocham Cie.
< James ? sory, ze tak dlugo no ale mam bana... I sory ya brak pl znakow .:> >
sobota, 18 lipca 2015
piątek, 17 lipca 2015
Od Sendy "Awans"
Była chyba godzina 10:00.Wyruszyłam na polowanie i ZNOWU ZAUWAŻYŁAM Spiritual Sikre.
Był po drugiej stronie lasu.
Od razu w oddali zauważyłam stado karibu na drugim brzegu jeziora:

Zaczęłam wzbijać sie w powietrze.I wylądowałam po drugiej stronie.
Już sie czołgałam powoli i złapałam ładną sztukę z 11 kilo na 3 dni wystarczy mi jak nic!Usmiałam się.
Już wracałam do domu i spotkałam Spiritual Sikre.
-O cześć!!
-Cześć
-Mam pytanie
-Jakie?
-Bardzo ważne
-Czyli?
-Czy mogę zostać DOWÓDCĄ WOJOWNIKÓW?
-chyba tak. - odparł.
[Pozwolenie od administratora]
Był po drugiej stronie lasu.
Od razu w oddali zauważyłam stado karibu na drugim brzegu jeziora:
Zaczęłam wzbijać sie w powietrze.I wylądowałam po drugiej stronie.
Już sie czołgałam powoli i złapałam ładną sztukę z 11 kilo na 3 dni wystarczy mi jak nic!Usmiałam się.
Już wracałam do domu i spotkałam Spiritual Sikre.
-O cześć!!
-Cześć
-Mam pytanie
-Jakie?
-Bardzo ważne
-Czyli?
-Czy mogę zostać DOWÓDCĄ WOJOWNIKÓW?
-chyba tak. - odparł.
[Pozwolenie od administratora]
Od Spiritual Sikre CD. Sendy
Po jakimś czasie byliśmy już poza granicami terytorium.
Było tu dość... spokojnie jak na mój gust. Zero zwierzyny i nawet ptaków chodź było nawet ładnie. Postanowiłem się wycofać.
- Wracajmy. - odparłem i cofnąłem się.
- Ale..
- Jak chcesz to tu zostań ja nie mam zamiaru. To miejsce jakoś mi się nie podoba.
- Trzeba było tak od razu. - podbiegła do mnie. Chyba nie zrozumiała o jaki przekaz w słowach "nie podoba" chciałem jej przekazać.
<Sendy?>
Było tu dość... spokojnie jak na mój gust. Zero zwierzyny i nawet ptaków chodź było nawet ładnie. Postanowiłem się wycofać.
- Wracajmy. - odparłem i cofnąłem się.
- Ale..
- Jak chcesz to tu zostań ja nie mam zamiaru. To miejsce jakoś mi się nie podoba.
- Trzeba było tak od razu. - podbiegła do mnie. Chyba nie zrozumiała o jaki przekaz w słowach "nie podoba" chciałem jej przekazać.
<Sendy?>
Od Jamesa CD. Amy
- Chyba będę to musiał robić częściej. - uśmiechnąłem się pod nosem i dostałem w pysk. - A może nie... - dodałem po chwili masując obolałe miejsce.
Zaproponowałem żebyśmy poszli nad wodospad. Jest tam bezpiecznie dla Luny i spokojnie, co przelewa sie na moją korzyść bo mam ochotę dziś przespać cały dzień.
- Jestem wykończony.. - mruknąłem przeciągając się.
Rzuciłem się w cień drzewa.
Amy bawiła się z szczeniakiem nieopodal.
Po paru minutach usiadła koło mnie.
- Rodzina hmm... - mruknąłem - fajnie brzmi, nie uważasz ? - spojrzałem na nią katem oka uśmiechając się lekko..
<Amy? Sorki że tak krótko i że długo nie odpisywałem ale mam problemy z netem T_T>
Zaproponowałem żebyśmy poszli nad wodospad. Jest tam bezpiecznie dla Luny i spokojnie, co przelewa sie na moją korzyść bo mam ochotę dziś przespać cały dzień.
- Jestem wykończony.. - mruknąłem przeciągając się.
Rzuciłem się w cień drzewa.
Amy bawiła się z szczeniakiem nieopodal.
Po paru minutach usiadła koło mnie.
- Rodzina hmm... - mruknąłem - fajnie brzmi, nie uważasz ? - spojrzałem na nią katem oka uśmiechając się lekko..
<Amy? Sorki że tak krótko i że długo nie odpisywałem ale mam problemy z netem T_T>
Od Sendy CD. Sppiritual Sikre
-Czemu siedzisz sam?
-Nie wiem
-Idziemy szukac nowych terenów?
-Jak dla mnie moze być - powiedział usmiechając się-
***
Po jakimś czasie znaleźliśby takie tereny poza granicą stada :
<Spiritual Sikre???>
środa, 15 lipca 2015
Od Amy CD. James
Poczułam znajomą mi woń, wybiegłam z jaskini jak oparzona. Wpadłam na Jamesa, upadliśmy razem na ziemię.
- No witam. - Zaśmiał się.
- Dzień Dobry... - Kątem oka dostrzegłam Lunę, samiczka skuliła się. - Luna ! - Zeskoczyłam z basiora, przytuliłam do siebie waderę. - Wystraszyłaś mnie śmiertelnie... Proszę nie rób mi tego więcej... Nie wiem co bym zrobiła gdyby coś Ci się stało... - Głos mi się załamał, przynajmniej kamień z serca mi spadł. Zwróciłam się do Jamesa. - Przyprowadziłeś ją..? Gdzie była...
- No.. Przyszła do mnie w nocy, pozwoliłem jej zanocować z mojej norze. Spokojnie, wtulała się we mnie, więc miała ciepłe legowisko.
- Dziękuję Cię... Mam u Ciebie dług. - Podeszłam do niego, polizałam go po pysku.
< James ? >
- No witam. - Zaśmiał się.
- Dzień Dobry... - Kątem oka dostrzegłam Lunę, samiczka skuliła się. - Luna ! - Zeskoczyłam z basiora, przytuliłam do siebie waderę. - Wystraszyłaś mnie śmiertelnie... Proszę nie rób mi tego więcej... Nie wiem co bym zrobiła gdyby coś Ci się stało... - Głos mi się załamał, przynajmniej kamień z serca mi spadł. Zwróciłam się do Jamesa. - Przyprowadziłeś ją..? Gdzie była...
- No.. Przyszła do mnie w nocy, pozwoliłem jej zanocować z mojej norze. Spokojnie, wtulała się we mnie, więc miała ciepłe legowisko.
- Dziękuję Cię... Mam u Ciebie dług. - Podeszłam do niego, polizałam go po pysku.
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy
- Luna ?! - Krzyknąłem kiedy ujrzałem małą.
Nagle zza moich pleców wyszedł Assuva.
Luna patrzyła spojrzała na niego i posmutniała.
- Ehh.. Spojrzałem na wyjście. Było ciemno. - Kładź się. - powiedziałem do waderki. Stała w miejscu. Przesunąłem łapą Assuva, wziąłem małą za kark i położyłem koło siebie. Okrążyłem dwójkę i położyłem się tuż obok Luny tuląc ją. I tak zasnąłem.
*Wcześnie rano*
Obudziły mnie warki.
Otworzyłem żmudnie oczy. Luna i Assuva warczeli na siebie.
- No bo mnie szlak święty trafi ! - warknąłem zaspany. Wstała, złapałem Lunę za kark i wyszedłem z nory. Assuva wyszedł za nami.
Spojrzałem na niego szorstko.
- Idź już. - warknąłem odkładając waderkę.
Maluch skulony odszedł.
- Niech Cię tam mama w domu prześwięci. - powiedziałem do siebie. - A teraz ty młoda damo.. - spojrzałem na Lunę. - Amy Cię zabije.. nie.. mnie zabije...
Mała lekko się skuliła.
- Ehh.. - szturchnąłem ją nosem. - Chodźmy. - uśmiechnąłem się, a mała zrobiła to samo.
Powinienem otworzyć, normalnie przedszkole ! Ahh... dzieci są strasznee.. - myślałem.
Kiedy doszliśmy do domu Amy...
<Amy?>
Nagle zza moich pleców wyszedł Assuva.
Luna patrzyła spojrzała na niego i posmutniała.
- Ehh.. Spojrzałem na wyjście. Było ciemno. - Kładź się. - powiedziałem do waderki. Stała w miejscu. Przesunąłem łapą Assuva, wziąłem małą za kark i położyłem koło siebie. Okrążyłem dwójkę i położyłem się tuż obok Luny tuląc ją. I tak zasnąłem.
*Wcześnie rano*
Obudziły mnie warki.
Otworzyłem żmudnie oczy. Luna i Assuva warczeli na siebie.
- No bo mnie szlak święty trafi ! - warknąłem zaspany. Wstała, złapałem Lunę za kark i wyszedłem z nory. Assuva wyszedł za nami.
Spojrzałem na niego szorstko.
- Idź już. - warknąłem odkładając waderkę.
Maluch skulony odszedł.
- Niech Cię tam mama w domu prześwięci. - powiedziałem do siebie. - A teraz ty młoda damo.. - spojrzałem na Lunę. - Amy Cię zabije.. nie.. mnie zabije...
Mała lekko się skuliła.
- Ehh.. - szturchnąłem ją nosem. - Chodźmy. - uśmiechnąłem się, a mała zrobiła to samo.
Powinienem otworzyć, normalnie przedszkole ! Ahh... dzieci są strasznee.. - myślałem.
Kiedy doszliśmy do domu Amy...
<Amy?>
Od Amy/Luny CD. James
Szczerze nie byłam zadowolona z tego, że mnie teraz opuścił... No ale co mam poradzić, w końcu jest dorosły i sam decyduje co będzie robił. Ułożyłam się obok Luny, zasnęłam niemalże natychmiast.
* Oczami Luny *
Czekałam tylko, aż mama zaśnie... Chciałam się wymknąć nocą i iść do Jamesa. Jak tylko się upewniłam, że śpi wybiegłam po cichu z jaskini. Szłam za śladem basiora, nie odszedł zbyt daleko. Jego woń była wyraźna, chyba głupek by się zgubił.. Ale na pewno nie ja... Przyspieszyłam kroku, jego nora była bardzo blisko bez wahania weszłam do środka. W pomieszczeniu unosił się zapach tego szczeniaka z dzisiaj. Co on tutaj robił... eh no trudno szczerze mówiąc zwisało mi to. Skoczyłam prosto na grzbiet basiora, ten się przebudził. Zrzucił mnie na ziemię, zaczął się rozglądać kiedy nasze oczy się spotkały. Jego twarz skamieniała.
- Luna ?! - Krzyknął.
< James ? >
* Oczami Luny *
Czekałam tylko, aż mama zaśnie... Chciałam się wymknąć nocą i iść do Jamesa. Jak tylko się upewniłam, że śpi wybiegłam po cichu z jaskini. Szłam za śladem basiora, nie odszedł zbyt daleko. Jego woń była wyraźna, chyba głupek by się zgubił.. Ale na pewno nie ja... Przyspieszyłam kroku, jego nora była bardzo blisko bez wahania weszłam do środka. W pomieszczeniu unosił się zapach tego szczeniaka z dzisiaj. Co on tutaj robił... eh no trudno szczerze mówiąc zwisało mi to. Skoczyłam prosto na grzbiet basiora, ten się przebudził. Zrzucił mnie na ziemię, zaczął się rozglądać kiedy nasze oczy się spotkały. Jego twarz skamieniała.
- Luna ?! - Krzyknął.
< James ? >
Od Jamesa cd. Amy
- Bardzo dobrze go znasz. - Przytuliła się do mnie.
Normalnie bym odskoczył czym prędzej, ale byłem sparaliżowany. No po prostu nagły paraliż !
Po chwili dopiero się otrząsnąłem i spojrzałem na Amy. Wilczyca patrzyła przed siebie na zachód słońca.
Jasny gwint ! - myślałem - Jasna chole.ra !
Nie żeby mnie to nie uszczęśliwiło bo jestem szczęśliwy.. ale dlaczego dopiero teraz ?
*zaświeciła mu się lampka*
Może czuła się zagrożona...
Na mojej pysku pojawił się szczery uśmiech. Nie widziała go bo wciąż patrzyła na zachód słońca. Kiedy zaszło księżyc unosił się z drugiej strony.
Położyłem łeb na jej karku tuląc się.
- Widzimy się jutro. - szepnąłem i wstałem.
- D-dobrze..
Zanim odszedłem liznąłem ją w policzek. Nie wiem dlaczego.
Kiedy wracałem do domu po drodze napotkałem szczeniaka Sky.
- Assuva ? - zatrzymałem się przed nim . - Nie powinieneś być w domu ?
- Może... Nie chce tam wracać.
- Dlaczego ?
- Zrobiłem coś za co mama by się wściekła.
- Jak chcesz. - ominąłem go.
Szedłem dalej.
- No chodź. - odparłem nie zatrzymując się.
Ja po prostu mam za miękkie serce dla tych urwisów.
Assuva podbiegł do mnie. Złapałem go lekko za kark żeby było szybciej. Zaniosłem go do nory i położyłem się na legowisku.
- Jutro wrócisz do domu. - dodałem i zamknąłem oczy.
Nagle poczułem jak mały wtula się we mnie. Odwróciłem się plecami do niego.
- Ale śpisz z dala ode mnie. - rzuciłem, ale on i tak wtulił się w moje plecy. Co za szczeniak.
<Amy?>
Normalnie bym odskoczył czym prędzej, ale byłem sparaliżowany. No po prostu nagły paraliż !
Po chwili dopiero się otrząsnąłem i spojrzałem na Amy. Wilczyca patrzyła przed siebie na zachód słońca.
Jasny gwint ! - myślałem - Jasna chole.ra !
Nie żeby mnie to nie uszczęśliwiło bo jestem szczęśliwy.. ale dlaczego dopiero teraz ?
*zaświeciła mu się lampka*
Może czuła się zagrożona...
Na mojej pysku pojawił się szczery uśmiech. Nie widziała go bo wciąż patrzyła na zachód słońca. Kiedy zaszło księżyc unosił się z drugiej strony.
Położyłem łeb na jej karku tuląc się.
- Widzimy się jutro. - szepnąłem i wstałem.
- D-dobrze..
Zanim odszedłem liznąłem ją w policzek. Nie wiem dlaczego.
Kiedy wracałem do domu po drodze napotkałem szczeniaka Sky.
- Assuva ? - zatrzymałem się przed nim . - Nie powinieneś być w domu ?
- Może... Nie chce tam wracać.
- Dlaczego ?
- Zrobiłem coś za co mama by się wściekła.
- Jak chcesz. - ominąłem go.
Szedłem dalej.
- No chodź. - odparłem nie zatrzymując się.
Ja po prostu mam za miękkie serce dla tych urwisów.
Assuva podbiegł do mnie. Złapałem go lekko za kark żeby było szybciej. Zaniosłem go do nory i położyłem się na legowisku.
- Jutro wrócisz do domu. - dodałem i zamknąłem oczy.
Nagle poczułem jak mały wtula się we mnie. Odwróciłem się plecami do niego.
- Ale śpisz z dala ode mnie. - rzuciłem, ale on i tak wtulił się w moje plecy. Co za szczeniak.
<Amy?>
Od Amy CD Jamesa
- Tak jak ja, kiedy byłam mała... - Zaśmiałam się lekko, w sumie przy nim się czułam bezpieczniej. Tak, jakoś raźniej mi było na sercu. On mnie lubił, ja go lubiłam... Luna też... Hmm, tylko jak mu to powiedzieć...
- Amy...? - Dotarł do mnie jego głos. - Wszystko ok..? Bo masz taki pusty wzrok...
- Tak, tylko się nad czymś zastanawiałam. Nie musisz się martwić. - Wzięłam Lunę w pysk, byliśmy już praktycznie przy mojej jaskini. Młoda musiała iść spać, była to też idealna okazja do zrealizowania mojego planu. Wyszłam upewniona, że samiczka już śpi.
- To co, spotkamy się jutro...? - James siedział na ziemi, tyłem do mnie w tle było zachodzące słońce.
- Zostań, Luna Cię bardzo polubiła... Ty ją zresztą też. - Usiadłam obok niego.
Basior zastanawiał się chwile, ale w końcu rzekł. - Zostanę jak powiesz mi czemu wpatrywałaś się w wodę.
- Dobrze, to żadna tajemnica. - Westchnęłam. - Pytałam się duchów moich przodków, co czeka mnie w najbliżjesz przyszłości.
- Co ci powiedzieli...?
- Nie powiedzieli, a pokazali... w tafli Wody uformowało się serce, oznacza to miłość. Był też tam wizerunek basiora.
- Oh... - Chyba znowu go załamałam.
- Bardzo dobrze go znasz. - Przytuliłam się do niego, chyba nie spodziewał się takiego manewru z mojej strony. Siedział sparaliżowany, promienie słońca otuliły nasze futro. Miałam wrażenie, że w oddali widzę swoją matkę...
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy/Assuva
Tylko patrzyłem. No bo co mogłem zrobić ? W końcu każda matka chroni swojego dziecka.
Spojrzałem jeszcze przez chwilę na Sky i Assuva.
- ehh.. - westchnąłem idąc za Amy. - Jesteś cała ? - podbiegłem do niej.
- Nie widać ? - warknęła.
- Spokojniej.
- Nie będę spokojna jak on a będzie niedaleko mnie !
- Rozumiem.- odparłem.
Nagle poczułem że ktoś nas obserwuje. Odwróciłem się.
- A ty tu czego ? - zawołałem szczeniaka.
Zaczął truchtać.
Podszedłem do niego, a Amy i Luna stały dalej.
- Wracaj do matki.
- Nie chce. - odparł bez zawahania
- Tsk.. - uśmiechnąłem się szyderczo - buntownik, he ?
Wyszczerzył zęby z uśmiechu i zaczął machać ogonem.
- Kręcisz co ? - warknąłem uśmiechając się.
- A ty kręcisz ? - zrobił to samo i przygotował się jak do ataku.
Wyprostowałem się.
- Heh. Spadaj mały. - położyłem mu łapę na głowie. - Sio. Won.
Zacząłem odchodzić.
- Grrr.. ! - warknął.
Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się szyderczo.
Warknąłem. Prawie zaryczałem, aż się skulił.
- Mówiłem won. - warknąłem i podszedłem do Amy. - Uparty młokos.. - rzuciłem idąc przed siebie.
<Amy?>
Spojrzałem jeszcze przez chwilę na Sky i Assuva.
- ehh.. - westchnąłem idąc za Amy. - Jesteś cała ? - podbiegłem do niej.
- Nie widać ? - warknęła.
- Spokojniej.
- Nie będę spokojna jak on a będzie niedaleko mnie !
- Rozumiem.- odparłem.
Nagle poczułem że ktoś nas obserwuje. Odwróciłem się.
- A ty tu czego ? - zawołałem szczeniaka.
Zaczął truchtać.
Podszedłem do niego, a Amy i Luna stały dalej.
- Wracaj do matki.
- Nie chce. - odparł bez zawahania
- Tsk.. - uśmiechnąłem się szyderczo - buntownik, he ?
Wyszczerzył zęby z uśmiechu i zaczął machać ogonem.
- Kręcisz co ? - warknąłem uśmiechając się.
- A ty kręcisz ? - zrobił to samo i przygotował się jak do ataku.
Wyprostowałem się.
- Heh. Spadaj mały. - położyłem mu łapę na głowie. - Sio. Won.
Zacząłem odchodzić.
- Grrr.. ! - warknął.
Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się szyderczo.
Warknąłem. Prawie zaryczałem, aż się skulił.
- Mówiłem won. - warknąłem i podszedłem do Amy. - Uparty młokos.. - rzuciłem idąc przed siebie.
<Amy?>
Od Assuva
Nagle wadera Amy zaczęła skręcać się z bólu. Spojrzałem na matke poirytowany.
Nagle wszystko stało się tak szybko. Cień, ściana lodu..
Aż podskoczyłem z wrażenia.
Wadera krzyczała coś do matki. Niezbyt mnie to interesowało. Bardziej byłem zainteresowany jej umiejętnościami. Spojrzałem na ścianę lodu, za nimi było widać odchodzącą waderę z Luną. Basior stał i tylko obserwował. Spojrzał na mnie lodowato i poszedł za waderą.
Spojrzałem na matkę która podnosiła się z ziemi. Odwróciłem wzrok,
- Assuva ! Czemu nie pomogłeś mi ?! Mogłeś - spojrzałem na nią - przecie-eż... - szepnęła...a raczej dławiła się. - P-prze-e-est-t-ta-aa-ń... - warknęła.
- Zamknij się. Jestem od Ciebie silniejszy. - mruknąłem i odszedłem. Ominąłem ścianę lodu i pobiegłem za wilkami.
Kiedy juz ich dobrze widziałem zacząłem iść spokojnie obserwując tą trójkę.
<ktoś?>
Nagle wszystko stało się tak szybko. Cień, ściana lodu..
Aż podskoczyłem z wrażenia.
Wadera krzyczała coś do matki. Niezbyt mnie to interesowało. Bardziej byłem zainteresowany jej umiejętnościami. Spojrzałem na ścianę lodu, za nimi było widać odchodzącą waderę z Luną. Basior stał i tylko obserwował. Spojrzał na mnie lodowato i poszedł za waderą.
Spojrzałem na matkę która podnosiła się z ziemi. Odwróciłem wzrok,
- Assuva ! Czemu nie pomogłeś mi ?! Mogłeś - spojrzałem na nią - przecie-eż... - szepnęła...a raczej dławiła się. - P-prze-e-est-t-ta-aa-ń... - warknęła.
- Zamknij się. Jestem od Ciebie silniejszy. - mruknąłem i odszedłem. Ominąłem ścianę lodu i pobiegłem za wilkami.
Kiedy juz ich dobrze widziałem zacząłem iść spokojnie obserwując tą trójkę.
<ktoś?>
Od Sarilli cd. Dagan
- po co ci taki ?
- jest mi bardzo potrzebny niezwłocznie - odparł
- Dobrze.. ale musisz znaleźć sumak jadowity..
- jaśniej.
- trujący bluszcz. Coś takiego - zaczęłam grzebać w torbie którą miałam przy sobie.
- mam tylko trzy listki a potrzebuje z piętnaście.
- okej..
<Dagan?>
- jest mi bardzo potrzebny niezwłocznie - odparł
- Dobrze.. ale musisz znaleźć sumak jadowity..
- jaśniej.
- trujący bluszcz. Coś takiego - zaczęłam grzebać w torbie którą miałam przy sobie.
- mam tylko trzy listki a potrzebuje z piętnaście.
- okej..
<Dagan?>
Od Amy CD. Sky/Amy
- Nie muszę Ci chyba tłumaczyć, że nie znaczy nie... - Warknęłam.
- Nie wrzeszcz na mojego syna ! - Wadera spojrzała na mnie, poczułam ból w czaszce... Był nie do opisania. Zaczęłam słaniać się na nogach, musiała mieć taką moc która zadaje ból. No, ale cóż nie wiedziała z kim właśnie zadarła. - Uwolniłam swój cień i pozwoliłam mu działać, przejął on kontrolę nad waderą. Teraz była zdana na każdy mój ruch, spojrzałam w podłogę. Ból ustał. - Co się dzieje.. - Warknęła.
- Nie doceniasz przeciwnika kochaniutka, radzę Ci nie wszczynać bójki, bo długo w tej watasze nie zabawisz... - Uderzyłam łapą o ziemię, po kilku chwilach wyrosła ściana lodu. Oddzieliła mnie od samicy, jej syn podbiegł do niej. Biedny nie wiedział co się dzieje. - Next time, run... - Warknęłam...
Musiałam siebie kontrolować, uwolniłam ją spod działania mojej mocy. Bez słowa się oddaliłam, Luna siedziała cicho.. - Przepraszam... - Zatrzymałam się, przytuliłam waderę do siebie.
< James ? >
- Nie wrzeszcz na mojego syna ! - Wadera spojrzała na mnie, poczułam ból w czaszce... Był nie do opisania. Zaczęłam słaniać się na nogach, musiała mieć taką moc która zadaje ból. No, ale cóż nie wiedziała z kim właśnie zadarła. - Uwolniłam swój cień i pozwoliłam mu działać, przejął on kontrolę nad waderą. Teraz była zdana na każdy mój ruch, spojrzałam w podłogę. Ból ustał. - Co się dzieje.. - Warknęła.
- Nie doceniasz przeciwnika kochaniutka, radzę Ci nie wszczynać bójki, bo długo w tej watasze nie zabawisz... - Uderzyłam łapą o ziemię, po kilku chwilach wyrosła ściana lodu. Oddzieliła mnie od samicy, jej syn podbiegł do niej. Biedny nie wiedział co się dzieje. - Next time, run... - Warknęłam...
Musiałam siebie kontrolować, uwolniłam ją spod działania mojej mocy. Bez słowa się oddaliłam, Luna siedziała cicho.. - Przepraszam... - Zatrzymałam się, przytuliłam waderę do siebie.
< James ? >
Od Sky CD. James/Amy
- Nie.. ale jest dla mnie dość ważna. - odparł.. Ważna hę ? Pff... - już się znamy, więc cześć.
- Co ? Tak szybko się zmywasz ? - posmutniałam.
- Najwidoczniej. - odparł...
- hmm....
Spojrzałam na syna. Pchnęłam go lekko łapą.
- Cz-czekajcie ! - zawołał.
Wilki odwróciły się.
- Mogę pobawić się z ..
- Ma na imię Luna.. - rzucił James.
- Z Luną ? W pobliżu nie ma żadnych szczeniąt, a strasznie tu nudno...
- Wybacz ale Luna nie mówi. - odparł James i zaczął iść.
- Proszę... - Assuva podbiegł do niego
<James? Amy?>
- Co ? Tak szybko się zmywasz ? - posmutniałam.
- Najwidoczniej. - odparł...
- hmm....
Spojrzałam na syna. Pchnęłam go lekko łapą.
- Cz-czekajcie ! - zawołał.
Wilki odwróciły się.
- Mogę pobawić się z ..
- Ma na imię Luna.. - rzucił James.
- Z Luną ? W pobliżu nie ma żadnych szczeniąt, a strasznie tu nudno...
- Wybacz ale Luna nie mówi. - odparł James i zaczął iść.
- Proszę... - Assuva podbiegł do niego
<James? Amy?>
Od Jamesa CD. Amy/Sky
Leżałem na ziemi i śmiałem się do upadłego.
- Sorki, sorki. - wydusiłam z siebie.
Nagle poczułem dziwne mrowienie, jakby ktoś mnie obserwował. Rozejrzałem się.
Z lasu wychodziła jakaś wadera ze szczeniakiem.
- Amy.. - mruknąłem.
Gwałtownie wstałem i lekkim truchtem zacząłem kierować się w stronę brzegu.
- Luna ! - zawołałem malutką. Spojrzałem jeszcze raz na wilczyce wychodzącą z lasu. Niebyła zbyt zadowolona.
Kiedy Luna znajdowała się obok mnie spojrzałem w stronę Amy, która również była zaniepokojona widokiem intruza.
Wilczyca zbliżała się do nas.
- Witaj. - przywitała się. - Jestem Sky nowa wadera w stadzie.
- Ja jestem Assuva. - burknął szczeniak obserwując Lune która chowała się za przednimi łapami matki.
- Mój syn. - oświadczyła.
Zmierzyłem samice.
- James.. - mruknąłem. - To Amy. - dodałem.
- Oouu.. twoja partnerka ?
Spojrzałem na nią zirytowany jej postawą.
- Nie.. ale jest dla mnie dość ważna. - mruknąłem. - Już się znamy, więc cześć.
<Sky ? Amy?>
- Sorki, sorki. - wydusiłam z siebie.
Nagle poczułem dziwne mrowienie, jakby ktoś mnie obserwował. Rozejrzałem się.
Z lasu wychodziła jakaś wadera ze szczeniakiem.
- Amy.. - mruknąłem.
Gwałtownie wstałem i lekkim truchtem zacząłem kierować się w stronę brzegu.
- Luna ! - zawołałem malutką. Spojrzałem jeszcze raz na wilczyce wychodzącą z lasu. Niebyła zbyt zadowolona.
Kiedy Luna znajdowała się obok mnie spojrzałem w stronę Amy, która również była zaniepokojona widokiem intruza.
Wilczyca zbliżała się do nas.
- Witaj. - przywitała się. - Jestem Sky nowa wadera w stadzie.
- Ja jestem Assuva. - burknął szczeniak obserwując Lune która chowała się za przednimi łapami matki.
- Mój syn. - oświadczyła.
Zmierzyłem samice.
- James.. - mruknąłem. - To Amy. - dodałem.
- Oouu.. twoja partnerka ?
Spojrzałem na nią zirytowany jej postawą.
- Nie.. ale jest dla mnie dość ważna. - mruknąłem. - Już się znamy, więc cześć.
<Sky ? Amy?>
Od Sky CD. James
Kiedy znalazłam idealną norę, poprawiłam parę rzeczy i wprowadziłam się wraz z synkiem.
- Mogę mieszkać sam ? - spytał
- Nawet o tym nie myśl.
- No tak.. Przecież to tak mój dom.
- Zgłupiałeś ? - burknęłam i zajęłam się dalszym dekrowaniem
- Przecież ty i tak tu rzadko będziesz.
- A zamknij się szczeniaku.
- Pff...
Kiedy skończyłam Assuva siedział przed wejściem.
Postanowiłam że pójdziemy na jezioro.
Kiedy byliśmy nieopodal usłyszałam pluskanie wody. Miałam nadzieję że to nie jest żadna wadera.
Nagle ujrzałam wilka, basiora śmiejącego się i stojącego na lodzie. Pewnie wilk lodu. Wilki był całkiem przystojny. Z uśmiechem zaczęłam wychodzić z lasu..
<James?>
- Mogę mieszkać sam ? - spytał
- Nawet o tym nie myśl.
- No tak.. Przecież to tak mój dom.
- Zgłupiałeś ? - burknęłam i zajęłam się dalszym dekrowaniem
- Przecież ty i tak tu rzadko będziesz.
- A zamknij się szczeniaku.
- Pff...
Kiedy skończyłam Assuva siedział przed wejściem.
Postanowiłam że pójdziemy na jezioro.
Kiedy byliśmy nieopodal usłyszałam pluskanie wody. Miałam nadzieję że to nie jest żadna wadera.
Nagle ujrzałam wilka, basiora śmiejącego się i stojącego na lodzie. Pewnie wilk lodu. Wilki był całkiem przystojny. Z uśmiechem zaczęłam wychodzić z lasu..
<James?>
Od Amy CD. James
- James... - Warknęłam poirytowana. - Powiedz mi, czemu nie chcesz awanswować na Deltę. Gdybym ja miała taką okazję, korzystałabym... - Podeszłam do samca, chciałam ściągnąc z jego grzbietu Lunę. - Hej, młoda zejdź z niego bo jeszcze go uszkodzisz... - Zaśmiałam się, samiczka wskoczyłam na mój grzbiet.
- Nie zrozumiesz... - Westchnął.
- Meh... No dobrze, nie będę na Ciebie naciskać... Zmieńmy temat...
- Ładna pogoda... prawda..? - Przekręcił lekko łeb.
- Tak, idealna może wybierzemy się nad jezioro żeby popływać co Ty na to...? - Zapytałam z uśmiechem na pysku.
- Jak dla mnie ok, ruszajmy w drogę. - Basior skierował się na północ, tam było jezioro potulnie poszłam za nim.
Podczas podróży, Luna dzielnie trzymała się a moich plecach, ale w końcu chciała zejść. Pozwoliłam jej na to, kiedy tylko zobaczyła wodę pognała przed siebie jak szalona. Nie miałam nawet sekundy, żeby zareagować. - Tylko ostrożnie skarbie ! Nie zrób sobie krzywdy ! - Razem z basiorem podbiegliśmy do niej, ta zaczęła się pluskać. Wyglądała przeuroczo, James z nią został. Uznałam to za odpowiedni moment, żeby posiedzieć sama... I porozmawiać z duchami. Odeszłam od nich kawałek, kiedy moja łapa zetknęła się z taflą wody zaczęła zamarzać. Tworzyła przy tym piękne płatki śniegu, doszłam tak na sam środek jeziora. Usiadłam na lodzie, spojrzałam w górę jak na zawołanie zrobiło się strasznie Ciemno. Słońce zamieniło się z księżycem, któremu towarzyszyła zorza polarna. Odwróciłam łeb w stron Luny, to musiała być jej zasługa. Muszę ją nauczyć kontrolowania mocy, nie może sobie w środku dnia zrobić nocy... Ale dobra, mniejsza o to...
- Duchy przodków... Usłyszcie moje wołanie, przybądźcie na me wezwanie... - Szepnęłam. - Proszę przepowiedźcie, co czeka mnie w przyszłości... - Nic się nie działo, cisza niosła się echem przez całe jezioro. Jednak w końcu usłyszałam świst, rozejrzałam się na boki. Nikogo nie było, spojrzałam w taflę wody. Widniało na niej serce... Oznaczało ono miłość, kiedy nachyliłam się bardziej zobaczyłam odbicie wilka... James...
- Bu! - Ktoś mnie popchnął. Cała magia prysła, wpadłam do wody. Chaotycznie próbowałam się wydostać. Zaczepiłam pazurami o lód i się wdrapałam, James leżał na lodzie i śmiał się do upadłego.
< James ? >
- Nie zrozumiesz... - Westchnął.
- Meh... No dobrze, nie będę na Ciebie naciskać... Zmieńmy temat...
- Ładna pogoda... prawda..? - Przekręcił lekko łeb.
- Tak, idealna może wybierzemy się nad jezioro żeby popływać co Ty na to...? - Zapytałam z uśmiechem na pysku.
- Jak dla mnie ok, ruszajmy w drogę. - Basior skierował się na północ, tam było jezioro potulnie poszłam za nim.
Podczas podróży, Luna dzielnie trzymała się a moich plecach, ale w końcu chciała zejść. Pozwoliłam jej na to, kiedy tylko zobaczyła wodę pognała przed siebie jak szalona. Nie miałam nawet sekundy, żeby zareagować. - Tylko ostrożnie skarbie ! Nie zrób sobie krzywdy ! - Razem z basiorem podbiegliśmy do niej, ta zaczęła się pluskać. Wyglądała przeuroczo, James z nią został. Uznałam to za odpowiedni moment, żeby posiedzieć sama... I porozmawiać z duchami. Odeszłam od nich kawałek, kiedy moja łapa zetknęła się z taflą wody zaczęła zamarzać. Tworzyła przy tym piękne płatki śniegu, doszłam tak na sam środek jeziora. Usiadłam na lodzie, spojrzałam w górę jak na zawołanie zrobiło się strasznie Ciemno. Słońce zamieniło się z księżycem, któremu towarzyszyła zorza polarna. Odwróciłam łeb w stron Luny, to musiała być jej zasługa. Muszę ją nauczyć kontrolowania mocy, nie może sobie w środku dnia zrobić nocy... Ale dobra, mniejsza o to...
- Duchy przodków... Usłyszcie moje wołanie, przybądźcie na me wezwanie... - Szepnęłam. - Proszę przepowiedźcie, co czeka mnie w przyszłości... - Nic się nie działo, cisza niosła się echem przez całe jezioro. Jednak w końcu usłyszałam świst, rozejrzałam się na boki. Nikogo nie było, spojrzałam w taflę wody. Widniało na niej serce... Oznaczało ono miłość, kiedy nachyliłam się bardziej zobaczyłam odbicie wilka... James...
- Bu! - Ktoś mnie popchnął. Cała magia prysła, wpadłam do wody. Chaotycznie próbowałam się wydostać. Zaczepiłam pazurami o lód i się wdrapałam, James leżał na lodzie i śmiał się do upadłego.
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy
- No to super ! Masz swój upragniony awans ! - ucieszyła się.
- Odmówiłem... - położyłem się.
- Czemu, chciałeś mieć awans skorzystaj z tego. Druga taka sytuacja się nie powtórzy, jestem przekonana że sobie poradzisz, Luna tak samo - Uśmiechnęła się.
Patrzyłem na nią poważniej niż zwykle. Jakoś ten cel w moim życiu się nie zmienił ale jakoś...
Bycie Deltą wiążę się z większą odpowiedzialnością, a w przypadku mojego stanowiska, wiążę się z mordowaniem bez sumienia. I miał bym całe dnie zajęte.. Nie mógłbym widywać Luny.. i spójrzmy prawdzie w oczy; Amy również. To my mordercy odwalamy brudną robotę, mordujemy na życzenie. Ja i tak już jestem od wyższych spraw takich jak zabijanie szczeniąt, a co było gdybym był Deltą ? - myślałem. Nagle dotarł do mnie głos wadery.
- James. - prawie krzyczała, wyglądała na lekko zmartwioną.
Spojrzałem na nią i w tedy zorientowałem się że Luna siedzi mi na plecach. Spojrzałem na szczeniaka który uśmiechał się do mnie, zrobiłem to samo tylko uśmiech był wymuszony..
- James. - powtórzyła - Nie odpływaj tak kiedy chcę jasnych wyjaśnień.
Ja tylko na nią patrzyłem.
Wiedziałem że zaraz wybuchnie.
Ale co miałem jej powiedzieć ? - myślałem. - To przez was rezygnuje bo chce być blisko Ciebie i Luny !
- No powiedź coś ! - wybuchła.
Bliżej się już pewnie nie da... - gubiłem się w myślach.
- Przepraszam.. - wypaliłem - Moim nowym celem jest Ci nic nie mówić.
Luna szturchnęła mnie. Spojrzałem na nią.
- Co, głupia wymówka ? - zapytałem
Kiwnęła przytakująco głową.
- Może i masz rację.. - szturchnąłem ją nosem, uśmiechając się lekko.
<Amy?>
- Odmówiłem... - położyłem się.
- Czemu, chciałeś mieć awans skorzystaj z tego. Druga taka sytuacja się nie powtórzy, jestem przekonana że sobie poradzisz, Luna tak samo - Uśmiechnęła się.
Patrzyłem na nią poważniej niż zwykle. Jakoś ten cel w moim życiu się nie zmienił ale jakoś...
Bycie Deltą wiążę się z większą odpowiedzialnością, a w przypadku mojego stanowiska, wiążę się z mordowaniem bez sumienia. I miał bym całe dnie zajęte.. Nie mógłbym widywać Luny.. i spójrzmy prawdzie w oczy; Amy również. To my mordercy odwalamy brudną robotę, mordujemy na życzenie. Ja i tak już jestem od wyższych spraw takich jak zabijanie szczeniąt, a co było gdybym był Deltą ? - myślałem. Nagle dotarł do mnie głos wadery.
- James. - prawie krzyczała, wyglądała na lekko zmartwioną.
Spojrzałem na nią i w tedy zorientowałem się że Luna siedzi mi na plecach. Spojrzałem na szczeniaka który uśmiechał się do mnie, zrobiłem to samo tylko uśmiech był wymuszony..
- James. - powtórzyła - Nie odpływaj tak kiedy chcę jasnych wyjaśnień.
Ja tylko na nią patrzyłem.
Wiedziałem że zaraz wybuchnie.
Ale co miałem jej powiedzieć ? - myślałem. - To przez was rezygnuje bo chce być blisko Ciebie i Luny !
- No powiedź coś ! - wybuchła.
Bliżej się już pewnie nie da... - gubiłem się w myślach.
- Przepraszam.. - wypaliłem - Moim nowym celem jest Ci nic nie mówić.
Luna szturchnęła mnie. Spojrzałem na nią.
- Co, głupia wymówka ? - zapytałem
Kiwnęła przytakująco głową.
- Może i masz rację.. - szturchnąłem ją nosem, uśmiechając się lekko.
<Amy?>
Od Amy CD. James
Obudziłam się, Luna leżała we mnie wtulona. Rozejrzałam się po jaskini, nigdzie nie było Jamesa. Już nas opuścił... ? Trochę posmutniałam, zaczęłam go lubić... mimo tego, że jest arogancki, wredny... Ehh, no dobra starczy. Przeciągnęłam się lekko, w brzuchu mi burczało. Młoda pewnie też była głodna. Szturchnęłam ją delikatnie, ta przekręciła się na drugi bok i ziewnęła.
- Pora wstawać śpiąca królewno. - Zaśmiałam się lekko.- Wadera rozejrzała się po jaskini, potem skierowała swój wzrok na mnie. W jej oczach, można było zauważyć smutek. - James już z nami nie mieszka... Ale możemy go odwiedzić. Ale teraz chodź, śniadanie ro najważniejszy posiłek dnia. - Wyszłam z groty, razem z małą ruszylyśmy na łowy.
Polana była pusta, w pobliżu niw było ani jednego wilka. Uznałam to za dobry znak, mogłam w spokoju zapolować. Nke szukałam długo zdobyczy, jal zwykle sarna dołączyła się od stada. Bez wahania się na nią rzuciłam,ta nawet nie walczyła. Dla mnie jeszcze lepiej,zabiłam ją jak najszybciej i zaniosłam do Luny. Wadera zaczęła jeść, no w końcu jadła mięso. Byłam z niej dumna, roslatjak na drożdżach.
- A kogo my ty mamy.? - Usłyszałam za plecami.
- James! - krzyknąłem, w moim głosie było słychać radość. Obróciłam się w jego stronę.
- Tak, we własnej osobie... widzę że cieszysz się na mój widok. - Zaśmiał się.
- Polubiłam Cię, tak samo jak Luna.. Biedna obudziła się, pierwsze co. Gdzie jest James.
- Hah, kto by pomyślał ze tak szybko zdobędę nowe znajomości.. -Uśmiechnął się.
- Gdzie się podziewałeś.?
- Byłem u siebie, musiałem coś przemyśleć.. - Westchnął lekko I usiadł na ziemi.
- A co takiego, powiesz mi..? - Przekręciłam głowę.
- Spirit chce mnie mianować Deltą stada...
- No to super! Masz swój upragniony awans!
- Odmówiłem...
- Czemu, chciałeś mieć awans skorzystaj z tego. Druga taka sytuacja się nie powtórzy, jestem przekonana że sobie poradzisz, Luna tak samo Uśmiechnęłam się.
< James? >
- Pora wstawać śpiąca królewno. - Zaśmiałam się lekko.- Wadera rozejrzała się po jaskini, potem skierowała swój wzrok na mnie. W jej oczach, można było zauważyć smutek. - James już z nami nie mieszka... Ale możemy go odwiedzić. Ale teraz chodź, śniadanie ro najważniejszy posiłek dnia. - Wyszłam z groty, razem z małą ruszylyśmy na łowy.
Polana była pusta, w pobliżu niw było ani jednego wilka. Uznałam to za dobry znak, mogłam w spokoju zapolować. Nke szukałam długo zdobyczy, jal zwykle sarna dołączyła się od stada. Bez wahania się na nią rzuciłam,ta nawet nie walczyła. Dla mnie jeszcze lepiej,zabiłam ją jak najszybciej i zaniosłam do Luny. Wadera zaczęła jeść, no w końcu jadła mięso. Byłam z niej dumna, roslatjak na drożdżach.
- A kogo my ty mamy.? - Usłyszałam za plecami.
- James! - krzyknąłem, w moim głosie było słychać radość. Obróciłam się w jego stronę.
- Tak, we własnej osobie... widzę że cieszysz się na mój widok. - Zaśmiał się.
- Polubiłam Cię, tak samo jak Luna.. Biedna obudziła się, pierwsze co. Gdzie jest James.
- Hah, kto by pomyślał ze tak szybko zdobędę nowe znajomości.. -Uśmiechnął się.
- Gdzie się podziewałeś.?
- Byłem u siebie, musiałem coś przemyśleć.. - Westchnął lekko I usiadł na ziemi.
- A co takiego, powiesz mi..? - Przekręciłam głowę.
- Spirit chce mnie mianować Deltą stada...
- No to super! Masz swój upragniony awans!
- Odmówiłem...
- Czemu, chciałeś mieć awans skorzystaj z tego. Druga taka sytuacja się nie powtórzy, jestem przekonana że sobie poradzisz, Luna tak samo Uśmiechnęłam się.
< James? >
Od Dagana cd Sarilla
- dziwne imię - mrukłem
- ty też masz nietypowe
Zacisnąłem zęby .
-po ojcu -mrukłem - szamanka mówisz , a umiesz robić elksiry ?
- tak to oczywiste
- bo potrzebuje pare zrobisz dla mnie ?
-zależy jakie ci są potrzebne
- taki gdy rzucę w przeciwnika zacznie mu wypalać skórę - odparłem
- po co ci taki
- jest mi bardzo potrzebny niezwłocznie - odparłem
<Sarilla ?>
Od Sakury CD. James
-prawie ludzkie imię - odparłam
Podniósł brew .
- słyszałam duzo takich imion w wiosce ludzi - odparłam - widać że przywiązałeś sie do nich - odparłam sucho
Odeszłąm majtnąc mu ogonem przed nosem . Poszłam popływać . Pływałam przez pół godziny później poszłam zapolować. Gdy byłam na łowach zauwarzyłam tamtego Basiora. NIe zwracałam na niego uwagi do czasu gdy zmierzał w moim kierunku . Wyprostowałam sie .
< James?>
Od Spiritual Sikre
Chodziłem po terenach watahy i doglądałem reszty wilków.
Amy i Luna miały się dobrze. Nic nikomu się nie stało. James skończył swoją karę, prawdopodobnie niechętnie, a Dagan i Cetlie już się zadomowili. Sarilla uzupełniała zapasy, a Azzai i Sedny siedziały w swoim norach/jaskiniach.
Spokojny dzień. Miejmy taką nadzieję. - uśmiechnąłem się w duchu.
Usiadłem nad brzegiem rzeki która ciągnęła się aż do ogromnego wodospadu. Wpatrywałem się w płynący czas. Aż tu nagle podszedł do mnie wilk..:
<ktoś?>
Amy i Luna miały się dobrze. Nic nikomu się nie stało. James skończył swoją karę, prawdopodobnie niechętnie, a Dagan i Cetlie już się zadomowili. Sarilla uzupełniała zapasy, a Azzai i Sedny siedziały w swoim norach/jaskiniach.
Spokojny dzień. Miejmy taką nadzieję. - uśmiechnąłem się w duchu.
Usiadłem nad brzegiem rzeki która ciągnęła się aż do ogromnego wodospadu. Wpatrywałem się w płynący czas. Aż tu nagle podszedł do mnie wilk..:
<ktoś?>
Od Sarilli CD. Dagan
Zbierałam właśnie zioła, gdy nagle ujrzałam jakiegoś wilka. On również patrzył się na mnie, zignorowałam to i kontynuowałam prace. Po chwili wstał i podszedł do mnie.
- Cześć. - powiedział. Był to postawny basior. Miał umięśnione kończyny i był wysoki. Swoimi szkarłatnymi źrenicami obserwował mnie.
- Witaj. - odpowiedziała.
- Dlaczego zbierasz te kwiatki, chwasty ?
- To nie chwasty. - mruknęłam. - To roślina lecznicza. Salvia officinalis. - spojrzałam na niego i dodałam - Szałwia lekarska.
- Jak kto lubi. - mruknął.
Chwila ciszy.
- Dlaczego to zbierasz ?
- Ponieważ jestem szamanem. Lubie mieć wszystko pod ręką, a nie później po to biegać. - powiedziałam. - Jak się nazywasz ? - spytałam.
- Dagan.
- Ja jestem Sarilla..
<Dagan?>
- Cześć. - powiedział. Był to postawny basior. Miał umięśnione kończyny i był wysoki. Swoimi szkarłatnymi źrenicami obserwował mnie.
- Witaj. - odpowiedziała.
- Dlaczego zbierasz te kwiatki, chwasty ?
- To nie chwasty. - mruknęłam. - To roślina lecznicza. Salvia officinalis. - spojrzałam na niego i dodałam - Szałwia lekarska.
- Jak kto lubi. - mruknął.
Chwila ciszy.
- Dlaczego to zbierasz ?
- Ponieważ jestem szamanem. Lubie mieć wszystko pod ręką, a nie później po to biegać. - powiedziałam. - Jak się nazywasz ? - spytałam.
- Dagan.
- Ja jestem Sarilla..
<Dagan?>
Od Jamesa CD. Sakura/Cetlie
- ups.. przepraszam. - powiedziała
- nic nie szkodzi. - odparłem.
Zmierzyła mnie. Zmierzyłem i ją.
- Głupio jest tak mierzyć się po mnie, nie ?
- Nie drażnij lwa. - burknąłem.
- Hymh. - mruknęła. - Jestem Cetlie, ale możesz mówić mi Sakura.
- Jestem James. - rzuciłem.
<Sakura?>
- nic nie szkodzi. - odparłem.
Zmierzyła mnie. Zmierzyłem i ją.
- Głupio jest tak mierzyć się po mnie, nie ?
- Nie drażnij lwa. - burknąłem.
- Hymh. - mruknęła. - Jestem Cetlie, ale możesz mówić mi Sakura.
- Jestem James. - rzuciłem.
<Sakura?>
wtorek, 14 lipca 2015
Od Jamesa cd. Amy
- A ty co o mnie myślisz ? - wypaliłem. Wciąż miałem zamknięte powieki.
- Teraz się mną interesujesz?
- Mam chyba prawo zastanawiać się co myślisz. I nie musisz od razu wyciągać pochopnych wniosków, prawda?
- A ja mam prawo, żeby trochę się z tobą podroczyć! - odparła.
- Nie, to MOJA specjalność. - mruknąłem..
Otworzyłem oczy.
Był ranek.
Byłem otoczony.
Z jednej Amy, z drugiej Luna...
Widząc jak obie spokojnie śpią nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu..
- Wiedź... Amy.. - szepnąłem. Nie obudziła się. Postanowiłem ich nie budzić.
Wstałem powoli żeby się nie obudziły. Najgorzej było nie obudzić Luny bo ona była we mnie wtulona, ale w końcu się wydostałem. Wyszedłem z jaskini. Prawie dostałem zawału, kiedy ujrzałem Spiritsa siedzącego koło wejścia.
- Jasna chole*a ! - warknąłem cicho. - Co ty tu robisz ?! - szeptałem.
- Czekałem aż wstaniesz. - uśmiechnął się, wstając i patrząc w stronę legowiska wader.
- Jakoś nie chciałem Cię budzić. W końcu to twój ostatni dzień mieszkania z Amy i Luną.
Spojrzałem na wadery.
- Mało mnie to obchodzi. - głos mi się załamał. Kłamałem... Naprawdę chciałem tu zostać. Przyzwyczaiłem się mieszkać z kimś, przez te dwa dni..
- Cześć. - odparłem idąc.
- Nie pożegnasz się ? - Spirits spojrzał na mnie zdziwiony.
- To moja przełożona. Będziemy widzieć się w pracy.
- No tak... i znowu to samo. - mruknął.
Zacząłem się oddalać.
- James ! - podbiegł do mnie. - Chcę żebyś stał się Deltą stada.
Zatrzymałem się.
- Wiem że sknociłeś ostatnią misję, ale jesteś naprawdę wierny stadu i mi. Chcę Cię awansować.
Nie spojrzałem na niego.
- Nie dzięki.. - odezwałem się po chwili.
Spojrzał zdziwiony, ale później chyba zrozumiał.
- Dobrze.. ale jeżeli jednak zmienisz zdanie wiesz gdzie mnie znaleźć. - ruszył w inną stronę.
- Tak.. wiem.. - mruknąłem i ruszyłem w kierunku mojej nory.
Droga powrotna dłużyła mi się i dłużyła.. Gdy tam dotarłem jednak nie mogłem usiedzieć w miejscu. Chodziłem w tą i z powrotem, ale po paru minutach położyłem się w norze i przymknąłem oczy, w tym rezultacie zasnąłem..
<Amy, a jak u ciebie?>
Ps. Rozmowa o awansie była pomysłem Spiritsa :P
- Teraz się mną interesujesz?
- Mam chyba prawo zastanawiać się co myślisz. I nie musisz od razu wyciągać pochopnych wniosków, prawda?
- A ja mam prawo, żeby trochę się z tobą podroczyć! - odparła.
- Nie, to MOJA specjalność. - mruknąłem..
Otworzyłem oczy.
Był ranek.
Byłem otoczony.
Z jednej Amy, z drugiej Luna...
Widząc jak obie spokojnie śpią nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu..
- Wiedź... Amy.. - szepnąłem. Nie obudziła się. Postanowiłem ich nie budzić.
Wstałem powoli żeby się nie obudziły. Najgorzej było nie obudzić Luny bo ona była we mnie wtulona, ale w końcu się wydostałem. Wyszedłem z jaskini. Prawie dostałem zawału, kiedy ujrzałem Spiritsa siedzącego koło wejścia.
- Jasna chole*a ! - warknąłem cicho. - Co ty tu robisz ?! - szeptałem.
- Czekałem aż wstaniesz. - uśmiechnął się, wstając i patrząc w stronę legowiska wader.
- Jakoś nie chciałem Cię budzić. W końcu to twój ostatni dzień mieszkania z Amy i Luną.
Spojrzałem na wadery.
- Mało mnie to obchodzi. - głos mi się załamał. Kłamałem... Naprawdę chciałem tu zostać. Przyzwyczaiłem się mieszkać z kimś, przez te dwa dni..
- Cześć. - odparłem idąc.
- Nie pożegnasz się ? - Spirits spojrzał na mnie zdziwiony.
- To moja przełożona. Będziemy widzieć się w pracy.
- No tak... i znowu to samo. - mruknął.
Zacząłem się oddalać.
- James ! - podbiegł do mnie. - Chcę żebyś stał się Deltą stada.
Zatrzymałem się.
- Wiem że sknociłeś ostatnią misję, ale jesteś naprawdę wierny stadu i mi. Chcę Cię awansować.
Nie spojrzałem na niego.
- Nie dzięki.. - odezwałem się po chwili.
Spojrzał zdziwiony, ale później chyba zrozumiał.
- Dobrze.. ale jeżeli jednak zmienisz zdanie wiesz gdzie mnie znaleźć. - ruszył w inną stronę.
- Tak.. wiem.. - mruknąłem i ruszyłem w kierunku mojej nory.
Droga powrotna dłużyła mi się i dłużyła.. Gdy tam dotarłem jednak nie mogłem usiedzieć w miejscu. Chodziłem w tą i z powrotem, ale po paru minutach położyłem się w norze i przymknąłem oczy, w tym rezultacie zasnąłem..
<Amy, a jak u ciebie?>
Ps. Rozmowa o awansie była pomysłem Spiritsa :P
Od Amy cd. James
Wait What... To zdanie zwaliło mnie z nóg, powiedział do mnie prosto z mostu " Jesteś słodka " On sobie pogrywa czy, mówi to śmiertelnie poważnie.. Obróciłam się w stronę jaskini, wadera wtuliła się w basiora jakby był jej ojcem, albo bratem.. Weszłam do środka bez słowa, położyłam się z drugiej strony. Plecami do mojego towarzysza, zastanawiałam się jak minie mi ta nocka... Po prostu świetnie..zapowiada się wręcz rewelacyjnie...
< James..? Brak weny :c >
< James..? Brak weny :c >
Od Jamesa CD. Amy
- James...
- Hm...?
- Lubisz mnie..?
Zatkało mnie.
- No to do*ebałaś.. - mruknąłem patrząc w dal.
Przyznam że to pytanie trochę mnie ucieszyło ale nie wiedziałem jak się zachować, jak na to zareagować.
- Trudno mi to stwierdzić. - nie patrzyłem na nią.
- Trudno ? - powtórzyła
- Tak..
- D-dlaczego ?
- Będzie dziś padać..
- Dlaczego ? - powtórzyła.
- Szczerze, ponieważ nie wiem co ty o mnie myślisz. Czasami miła wtedy jesteś naprawdę fajna ?.. a czasami złośliwa i wredna, wtedy mam Cię najczęściej ochotę udusić. - zaśmiałem się lekko.
Spojrzałem na nią.
Chyba sama nie wiedziała co powiedzieć.
Zacząłem iść w jej kierunku.
- Słodka jesteś. - odparłem mijając ją.
Położyłem się koło małej Luny i zamknąłem oczy..
<Amy?>
- Hm...?
- Lubisz mnie..?
Zatkało mnie.
- No to do*ebałaś.. - mruknąłem patrząc w dal.
Przyznam że to pytanie trochę mnie ucieszyło ale nie wiedziałem jak się zachować, jak na to zareagować.
- Trudno mi to stwierdzić. - nie patrzyłem na nią.
- Trudno ? - powtórzyła
- Tak..
- D-dlaczego ?
- Będzie dziś padać..
- Dlaczego ? - powtórzyła.
- Szczerze, ponieważ nie wiem co ty o mnie myślisz. Czasami miła wtedy jesteś naprawdę fajna ?.. a czasami złośliwa i wredna, wtedy mam Cię najczęściej ochotę udusić. - zaśmiałem się lekko.
Spojrzałem na nią.
Chyba sama nie wiedziała co powiedzieć.
Zacząłem iść w jej kierunku.
- Słodka jesteś. - odparłem mijając ją.
Położyłem się koło małej Luny i zamknąłem oczy..
<Amy?>
Od Amy CD. James
Za bardzo się nie mogłam ruszać, no ale skoro młoda miała zabawę i chciała się zapoznać z moim szefem. Nie mogłam zaprzeczać. James chyba ją polubił, byłam tego bardzo ciekawa.
- James...? - Zapytałam.
- Hmm...? - Podniósł się z ziemi.
- Powiedz mi, lubisz Lunę..? Bo tak się na nią patrzysz... Oraz uśmiechasz... - Zaśmiałam się lekko.
- Może... Ale teraz chodź, trzeba odpocząć to był Ciężki dzień... - Basior skierował się w stronę mojej jaskini, wzięłam Lunę w pysk i poszłam za nim. Żadne z nas nie odezwało podczas wędrówki, dopiero przed jaskinią odstawiłam małą na ziemię. Ta wbiegła do groty, jak na nią to i tak wiele dziś zrobiła.
- James...
- Hm...?
- Lubisz mnie..?
< James ? >
- James...? - Zapytałam.
- Hmm...? - Podniósł się z ziemi.
- Powiedz mi, lubisz Lunę..? Bo tak się na nią patrzysz... Oraz uśmiechasz... - Zaśmiałam się lekko.
- Może... Ale teraz chodź, trzeba odpocząć to był Ciężki dzień... - Basior skierował się w stronę mojej jaskini, wzięłam Lunę w pysk i poszłam za nim. Żadne z nas nie odezwało podczas wędrówki, dopiero przed jaskinią odstawiłam małą na ziemię. Ta wbiegła do groty, jak na nią to i tak wiele dziś zrobiła.
- James...
- Hm...?
- Lubisz mnie..?
< James ? >
Od Jamesa cd. Amy
- Miałam... Ale wszyscy zginęli. Napadła na nas wataha, wybyli wszystkich, Tylko ja ocalałam. - Spojrzała na mnie. Patrzyła mi w oczy. Miała śliczne oczy. Musiałem zareagować chodź nie chciałem.
Spojrzałem na jej przednie łapy gdzie leżała Luna uśmiechnąłem się i położyłem przy niej pysk.
Pewnie Amy oczekiwała innej reakcji, a może jednak takiej ? Sam już nie wiem. Jej sygnały były dla mnie sprzeczne.
Teraz mój pysk leżał koło Luny na łapach Amy.
<Amy?>
Spojrzałem na jej przednie łapy gdzie leżała Luna uśmiechnąłem się i położyłem przy niej pysk.
Pewnie Amy oczekiwała innej reakcji, a może jednak takiej ? Sam już nie wiem. Jej sygnały były dla mnie sprzeczne.
Teraz mój pysk leżał koło Luny na łapach Amy.
<Amy?>
Od Amy CD. James
- W zależności dni... - Spojrzałam na niego zdziwiona. - To ty jesteś jeszcze gorszy niż wadera, zmieniasz chyba swoje plany kilkanaście razy dziennie. - Zaśmiałam się.
- Jeśli zajdzie taka potrzeba, może nawet i sto razy. Nie robi mi to różnicy... - Spojrzał na mnie wzruszając ramionami. - A Ty jakie masz marzenia.
- Yyy... Nie mam żadnych...
- Amy..? - Naciskał.
- Eh... No dobra, zawsze chciałam być taka jak moja matka. Która była wymagająca i zarazem wyluzowana, założyła dosyć sporą rodzinę i miała wyjątkowego partnera... Gdzieś tam głęboko w sercu, pragnę tego samego...
- Oh.. Nie wiedziałem, że masz rodzeństwo...
- Miałam... Ale wszyscy zginęli. Napadła na nas wataha, wybyli wszystkich, Tylko ja ocalałam. - Spojrzałam mu w oczy, a tak właściwie zapatrzyłam się w nie. Nie mogłam się od nich oderwać.
< James ?>
- Jeśli zajdzie taka potrzeba, może nawet i sto razy. Nie robi mi to różnicy... - Spojrzał na mnie wzruszając ramionami. - A Ty jakie masz marzenia.
- Yyy... Nie mam żadnych...
- Amy..? - Naciskał.
- Eh... No dobra, zawsze chciałam być taka jak moja matka. Która była wymagająca i zarazem wyluzowana, założyła dosyć sporą rodzinę i miała wyjątkowego partnera... Gdzieś tam głęboko w sercu, pragnę tego samego...
- Oh.. Nie wiedziałem, że masz rodzeństwo...
- Miałam... Ale wszyscy zginęli. Napadła na nas wataha, wybyli wszystkich, Tylko ja ocalałam. - Spojrzałam mu w oczy, a tak właściwie zapatrzyłam się w nie. Nie mogłam się od nich oderwać.
< James ?>
Od Jamesa CD. Amy
- Zawsze mi mówiła, że gwiazdy to są dawni władcy z przeszłości... I jeśli będę miała problem oni pospieszą mi z pomocą... Ona także...
- Marzenia, wspomnienia.. fajna rzecz, co nie wróżko ? - trąciłem nosem małą Lune.
Zaśmiała się.
- Heh - uśmiechnąłem się.
- Nie masz marzeń ? - spytała Amy
- Nie. Ja mam cele.
- Jakie cele ?
- Zmieniają w zależności od dni..
<Amy?>
- Marzenia, wspomnienia.. fajna rzecz, co nie wróżko ? - trąciłem nosem małą Lune.
Zaśmiała się.
- Heh - uśmiechnąłem się.
- Nie masz marzeń ? - spytała Amy
- Nie. Ja mam cele.
- Jakie cele ?
- Zmieniają w zależności od dni..
<Amy?>
Od Amy CD. James
- Może się przejdziemy nad skałę alf. - Zaproponowałam.
- Mi to jest obojętne, możemy iść gdzie chcesz. - Mruknął.
Ruszyliśmy w stronę skały, chciałam tam posiedzieć dziś miała być pełnia księżyca. Zawsze tego dnia myślałam o mojej matce, która teraz spogląda na mnie z góry. Wzięłam Lunę w pysk, mała nie miała nic przeciwko. Nasza " Wycieczka nie trwała zbyt długo, a może jednak tak... Słońce chyliło się ku zachodowi. Odstawiłam małą na ziemię, a sama usiadłam na kancie. Promienie zachodzącego słońca otuliły mój pysk, to uczucie było miłe. Kątem oka widziałam jak samiczka siada razem ze mną, wyciągnęła łapę w stronę nieba. W tym właśnie momencie księżyc zawitał na niebie, wadera unosiła łapę do góry księżyc robił to samo, podnosił się. Otworzyłam pysk ze zdziwienia, ta mała umiała panować nad nocą i księżycem...
- Niesamowite... - Mruknęłam..
- Niby co takiego. - James usiadł obok mnie, wpatrywał się w gwiazdy.
- Ta noc, dziś nie ma ani jednej chmurki. - Uśmiechnęłam się. - Czasami mam wrażenie, że moja matka na mnie patrzy. - Przekręciłam lekko głowę. - Zawsze mi mówiła, że gwiazdy to są dawni władcy z przeszłości... I jeśli będę miała problem oni pospieszą mi z pomocą... Ona także...
< James ? >
- Mi to jest obojętne, możemy iść gdzie chcesz. - Mruknął.
Ruszyliśmy w stronę skały, chciałam tam posiedzieć dziś miała być pełnia księżyca. Zawsze tego dnia myślałam o mojej matce, która teraz spogląda na mnie z góry. Wzięłam Lunę w pysk, mała nie miała nic przeciwko. Nasza " Wycieczka nie trwała zbyt długo, a może jednak tak... Słońce chyliło się ku zachodowi. Odstawiłam małą na ziemię, a sama usiadłam na kancie. Promienie zachodzącego słońca otuliły mój pysk, to uczucie było miłe. Kątem oka widziałam jak samiczka siada razem ze mną, wyciągnęła łapę w stronę nieba. W tym właśnie momencie księżyc zawitał na niebie, wadera unosiła łapę do góry księżyc robił to samo, podnosił się. Otworzyłam pysk ze zdziwienia, ta mała umiała panować nad nocą i księżycem...
- Niesamowite... - Mruknęłam..
- Niby co takiego. - James usiadł obok mnie, wpatrywał się w gwiazdy.
- Ta noc, dziś nie ma ani jednej chmurki. - Uśmiechnęłam się. - Czasami mam wrażenie, że moja matka na mnie patrzy. - Przekręciłam lekko głowę. - Zawsze mi mówiła, że gwiazdy to są dawni władcy z przeszłości... I jeśli będę miała problem oni pospieszą mi z pomocą... Ona także...
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy
- Coś Ci się nie udało wiedźmo - zaśmiałem się
- Złaź... - mruknęła.
Nie ruszyłem się, patrzyłem jej w oczy, ale po chwili znudziło mnie to. Zszedłem z niej i wyciągnąłem się. Spojrzałem na słońce.
- Popołudnie. - stwierdziłem.
Rozejrzałem się. Jakiś dziwny zapach mieszał się z pyłkami traw..
Obcy czy tutejszy ? - pomyślałem.
Luna tarzała się w trawie. Trąciłem ją pyskiem, żeby wstała.
- Czas wracać. - mruknąłem.
Szliśmy ścieżką w lesie. Nagle niedaleko wyłonił się Spirits z Sarillą.
- Spirits. - kiwnąłem głową. - Sarill.
- Cześć wam. - odparł basior.
- Witajcie. - uśmiechnęła się Sarilla i spojrzała na szczeniaka. - Mogę ? - spytała Amy
- Tak.. - zgodziła się.
- Jak masz na imię ? - spytała szamanka.
- Luna. - odpowiedziała Amy za małą.
- Nie mówi ?
- Najwidoczniej. - wtrąciłem się.
Sarilla przyjrzała się jej.
- No cóż. Może jak będzie starsza zacznie mówić. - uśmiechnęła się.
- Nie ma żadnych kłopotów ? - spytał Spirits poważniej.
- Nie. Wszystko jest okej.
- No mam nadzieję. - odpowiedział i ominął mnie podchodząc do Sarilli - Idziemy ?
- Tak. - uśmiechnęła się. - Do zobaczenia. - odparła gdy odchodzili. - Wyglądacie jak rodzina. - dodała, a ja prawie zakrztusiłem się własną śliną.
Słyszałem tylko jak Spirits pouczał swoją kuzynkę.
Boże.. co za niezręczna sytuacja.. - pomyślałem.
- Chcesz wracać do domu czy jeszcze chcesz gdzieś iść ? - spytałem
<Amy?>
- Złaź... - mruknęła.
Nie ruszyłem się, patrzyłem jej w oczy, ale po chwili znudziło mnie to. Zszedłem z niej i wyciągnąłem się. Spojrzałem na słońce.
- Popołudnie. - stwierdziłem.
Rozejrzałem się. Jakiś dziwny zapach mieszał się z pyłkami traw..
Obcy czy tutejszy ? - pomyślałem.
Luna tarzała się w trawie. Trąciłem ją pyskiem, żeby wstała.
- Czas wracać. - mruknąłem.
Szliśmy ścieżką w lesie. Nagle niedaleko wyłonił się Spirits z Sarillą.
- Spirits. - kiwnąłem głową. - Sarill.
- Cześć wam. - odparł basior.
- Witajcie. - uśmiechnęła się Sarilla i spojrzała na szczeniaka. - Mogę ? - spytała Amy
- Tak.. - zgodziła się.
- Jak masz na imię ? - spytała szamanka.
- Luna. - odpowiedziała Amy za małą.
- Nie mówi ?
- Najwidoczniej. - wtrąciłem się.
Sarilla przyjrzała się jej.
- No cóż. Może jak będzie starsza zacznie mówić. - uśmiechnęła się.
- Nie ma żadnych kłopotów ? - spytał Spirits poważniej.
- Nie. Wszystko jest okej.
- No mam nadzieję. - odpowiedział i ominął mnie podchodząc do Sarilli - Idziemy ?
- Tak. - uśmiechnęła się. - Do zobaczenia. - odparła gdy odchodzili. - Wyglądacie jak rodzina. - dodała, a ja prawie zakrztusiłem się własną śliną.
Słyszałem tylko jak Spirits pouczał swoją kuzynkę.
Boże.. co za niezręczna sytuacja.. - pomyślałem.
- Chcesz wracać do domu czy jeszcze chcesz gdzieś iść ? - spytałem
<Amy?>
Od Amy CD. James
Trudno, może kiedyś się upomni... Powinnam korzystać z tego skoro jeszcze nic nie wymyślił. Mogłam się teraz zająć małą, która widocznie upodobała sobie teraz Jamesa jako swoją " ściankę wspinaczkową " Luna weszła mu pierw na łapy, potem szybko na pysk. Basior otworzył oczy, nie był zadowolony.
- Hej, Hej nie zapędzaj się tak moja droga. - Wstałam z ziemi i ją zabrałam. - Daj mu odpocząć, potem się z nim pobawisz. - Zaśmiałam się lekko, samiec zdawał się puścić tą uwagę mimo uszu. Postanowiłam, żeby sobie pospał z dwie godzinki, zasłużył na to. Nie miałam nic ciekawszego do roboty, zaczęłam się bawić śniegiem i lodem. Zaczęłam tworzyć różne figurki i zabawki dla Luny, miałam nadzieję że się jej spodobają.
** 2 godziny później ***
Wstałam z ziemi, nawet nie zauważyłam kiedy ten czas zleciał. Ustawiłam się na przeciwko basiora, chciałam mu zafundować pobudkę. Nachyliłam się nad jego łbem, żeby krzyknąć mu do ucha. Niestety, kiedy otworzyłam pysk basior na mnie skoczył powinnam przewidzieć jego ruch...
- Coś Ci się nie udało wiedźmo - Powiedział, śmiejąc się.
- Złaź... - Mruknęłam.
< James ? >
- Hej, Hej nie zapędzaj się tak moja droga. - Wstałam z ziemi i ją zabrałam. - Daj mu odpocząć, potem się z nim pobawisz. - Zaśmiałam się lekko, samiec zdawał się puścić tą uwagę mimo uszu. Postanowiłam, żeby sobie pospał z dwie godzinki, zasłużył na to. Nie miałam nic ciekawszego do roboty, zaczęłam się bawić śniegiem i lodem. Zaczęłam tworzyć różne figurki i zabawki dla Luny, miałam nadzieję że się jej spodobają.
** 2 godziny później ***
Wstałam z ziemi, nawet nie zauważyłam kiedy ten czas zleciał. Ustawiłam się na przeciwko basiora, chciałam mu zafundować pobudkę. Nachyliłam się nad jego łbem, żeby krzyknąć mu do ucha. Niestety, kiedy otworzyłam pysk basior na mnie skoczył powinnam przewidzieć jego ruch...
- Coś Ci się nie udało wiedźmo - Powiedział, śmiejąc się.
- Złaź... - Mruknęłam.
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy
Od dwóch dni nie jadłem. Wchłaniałem kawały mięsa ignorując wszystko wokół mnie.
- James.. - podniosłem głowę. - Chce wiedzieć, czego chcesz w zamian... Chce spłacić dług, a wczoraj nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Uśmiechnąłem się szyderczo i znowu zacząłem pochłaniać mięso.
- James.
Zignorowałem ją. Byłem zbyt głodny. Ale tak szczerze nawet nie myślałem o tym długu..
Co bym za to chciał ? Sam nie wiem.
Została jedna, czwartej sarny. Urwałem średni kawałek mięsna i wstałem. Spojrzałem na Amy i podszedłem do niej. Rzuciłem mięso koło szczeniaka. Luna spojrzała na mięso, na mnie i znowu na mięso. Powąchała i zaczęła powolutku jeść. Patrzyłem na małą niewzruszony. Podniosłem łeb i rozejrzałem się wokół.
Okrążyłem wadery i położyłem się obok nich.
- Zaczęła mówić ? - spytałem patrząc na linię sekwoi po drugiej stronie łąki.
- Jeszcze nie.
Położyłem pysk na łapy i zamknąłem oczy, żeby odpocząć.
<Amy?>
- James.. - podniosłem głowę. - Chce wiedzieć, czego chcesz w zamian... Chce spłacić dług, a wczoraj nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Uśmiechnąłem się szyderczo i znowu zacząłem pochłaniać mięso.
- James.
Zignorowałem ją. Byłem zbyt głodny. Ale tak szczerze nawet nie myślałem o tym długu..
Co bym za to chciał ? Sam nie wiem.
Została jedna, czwartej sarny. Urwałem średni kawałek mięsna i wstałem. Spojrzałem na Amy i podszedłem do niej. Rzuciłem mięso koło szczeniaka. Luna spojrzała na mięso, na mnie i znowu na mięso. Powąchała i zaczęła powolutku jeść. Patrzyłem na małą niewzruszony. Podniosłem łeb i rozejrzałem się wokół.
Okrążyłem wadery i położyłem się obok nich.
- Zaczęła mówić ? - spytałem patrząc na linię sekwoi po drugiej stronie łąki.
- Jeszcze nie.
Położyłem pysk na łapy i zamknąłem oczy, żeby odpocząć.
<Amy?>
Od Amy CD. James
Hmm, dziwne normalnie by poszedł dalej. A tu proszę, zmiana której się nie spodziewałam. Nachyliłam się nad strumieniem i wyciągnęłam Lunę z wody. Odstawiłam waderę na ziemię, ta się otrzepała. Wyglądała przeuroczo, postanowiłam usiąść i zastosować się do polecenia szefa. Oparłam łeb o przednie łapy, samiczka natychmiast podbiegła do mojego ogona. Chyba uważała go za zabawkę, żeby sprawić małej przyjemność zaczęłam nim ruszać na różne strony. Mała połknęła haczyk, bo zaczęła za nim biegać.
Luna bawiła się w najlepsze, ale po upływie czasu James wstał z ziemi. Ja zrobiłam to samo, wzięłam szczenię w pysk i ruszyliśmy na łowy. Basior szybko wywęszył stado jeleni, słyszałam jak mu burczy w brzuchu. Miałam ochotę się z niego ponabijać, ale ugryzłam swój język. Nie wiedziałam czy potrzebował mojej pomocy...
- Zostań tu... - Wystrzelił przed siebie.
No chyba najwyraźniej nie, nie odszedł daleko widziałam go dosyć dobrze. Skradał się do sarny, która odłączyła się od stada. Położyłam się, chciałam pooglądać przedstawienie. Byłam ciekawa, jak sobie poradzi.Przyglądałam się uważnie, każdy jego ruch był płynny i pełny gracji. Skradał się strasznie cicho, ofiara go nawet nie usłyszała. Mogła się rozejrzeć, ale tego nie zrobiła. Kosztowało ją to życie, James skoczył na nią z niezwykłą precyzją. Zanim ta zareagowała, wbił jej kły w gardło. Szybko powalił ją na ziemie, kiedy za zdechła przytachał ją do miejsca gdzie siedziałam z Luną. Basior zaczął jeść, serio był głodny pożerał ją kawałkami. Spojrzałam na Lunę, wykonywała coś co mnie zadziwiło. Samiczka skradała się w stronę myszy, wykonywała podobne ruchy co James. Przekręciłam lekko głowę, zanim zareagowałam mała skoczyła do przodu. Niestety, mysz okazała się zwinniejsza uniknęła jej ataku i schowała się w norze. Wadera nie była tym pocieszona, miała smutną minę przyszła do mnie, by się wtulić w moją sierść. Pozwoliłam na to.
- James.. - Spojrzałam na niego. - Chce wiedzieć, czego chcesz w zamian... Chce spłacić dług, a wczoraj nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
< James ?>
Luna bawiła się w najlepsze, ale po upływie czasu James wstał z ziemi. Ja zrobiłam to samo, wzięłam szczenię w pysk i ruszyliśmy na łowy. Basior szybko wywęszył stado jeleni, słyszałam jak mu burczy w brzuchu. Miałam ochotę się z niego ponabijać, ale ugryzłam swój język. Nie wiedziałam czy potrzebował mojej pomocy...
- Zostań tu... - Wystrzelił przed siebie.
No chyba najwyraźniej nie, nie odszedł daleko widziałam go dosyć dobrze. Skradał się do sarny, która odłączyła się od stada. Położyłam się, chciałam pooglądać przedstawienie. Byłam ciekawa, jak sobie poradzi.Przyglądałam się uważnie, każdy jego ruch był płynny i pełny gracji. Skradał się strasznie cicho, ofiara go nawet nie usłyszała. Mogła się rozejrzeć, ale tego nie zrobiła. Kosztowało ją to życie, James skoczył na nią z niezwykłą precyzją. Zanim ta zareagowała, wbił jej kły w gardło. Szybko powalił ją na ziemie, kiedy za zdechła przytachał ją do miejsca gdzie siedziałam z Luną. Basior zaczął jeść, serio był głodny pożerał ją kawałkami. Spojrzałam na Lunę, wykonywała coś co mnie zadziwiło. Samiczka skradała się w stronę myszy, wykonywała podobne ruchy co James. Przekręciłam lekko głowę, zanim zareagowałam mała skoczyła do przodu. Niestety, mysz okazała się zwinniejsza uniknęła jej ataku i schowała się w norze. Wadera nie była tym pocieszona, miała smutną minę przyszła do mnie, by się wtulić w moją sierść. Pozwoliłam na to.
- James.. - Spojrzałam na niego. - Chce wiedzieć, czego chcesz w zamian... Chce spłacić dług, a wczoraj nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
< James ?>
Od Jamesa CD. Amy
Patrzyłem na tę scenę.
To było trochę nie w jej stylu.. no ale jak kto lubi.
- Idziemy na łowy.
- Z nią ? - wadera wstała.
- Tak. - odparłem stanowczo. - Z tą małą myszą.
- Przestań. - spojrzała na mnie.
- A jak mam się do niej zwracać ? - spytałem gdy wyszliśmy z jaskini - Może wiedźma, dwa ?
- Idiota. - rzuciła. - Ma na imię Luna.
No nie wytrzymam... już ją zdążyła nazwać ?!
- Pff.. - spojrzałem przed siebie.
- Dlaczego musimy ją brać ? - spytała.
- Ponieważ muszę ją mieć na oku, a chce się dobrze posilić, a nie jeść w pośpiechu.
- Wielkie wytłumaczenie.
Wywróciłem oczami.
- Chodźmy.
Szliśmy nad brzegiem strumienia. Mała waderka bawiła się ogonem Amy, próbując go złapać i idąc za nami. Szedłem wolniej żeby mała nadążyła.. była nawet słodka.. ale i tak będę bezlitosny jak będzie trzeba.
Nagle mała ześlizgnęła się do strumienia. Zaczęła się w nim pluskać i bawić.
- Luna, chodź. Bo James się zdenerwuje. - zawołała Amy.
Usiadłem w cieniu drzewa, a Amy patrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Co ty ?
- Musi wyschnąć zanim ruszymy, nie ? - mruknąłem. - To i tak trochę czasu zajmie, więc półgodziny w tą czy we w tą nic nie zmieni.. - położyłem pysk na łapach i przymknąłem oczy udając że odpoczywam.
<Amy?>
To było trochę nie w jej stylu.. no ale jak kto lubi.
- Idziemy na łowy.
- Z nią ? - wadera wstała.
- Tak. - odparłem stanowczo. - Z tą małą myszą.
- Przestań. - spojrzała na mnie.
- A jak mam się do niej zwracać ? - spytałem gdy wyszliśmy z jaskini - Może wiedźma, dwa ?
- Idiota. - rzuciła. - Ma na imię Luna.
No nie wytrzymam... już ją zdążyła nazwać ?!
- Pff.. - spojrzałem przed siebie.
- Dlaczego musimy ją brać ? - spytała.
- Ponieważ muszę ją mieć na oku, a chce się dobrze posilić, a nie jeść w pośpiechu.
- Wielkie wytłumaczenie.
Wywróciłem oczami.
- Chodźmy.
Szliśmy nad brzegiem strumienia. Mała waderka bawiła się ogonem Amy, próbując go złapać i idąc za nami. Szedłem wolniej żeby mała nadążyła.. była nawet słodka.. ale i tak będę bezlitosny jak będzie trzeba.
Nagle mała ześlizgnęła się do strumienia. Zaczęła się w nim pluskać i bawić.
- Luna, chodź. Bo James się zdenerwuje. - zawołała Amy.
Usiadłem w cieniu drzewa, a Amy patrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Co ty ?
- Musi wyschnąć zanim ruszymy, nie ? - mruknąłem. - To i tak trochę czasu zajmie, więc półgodziny w tą czy we w tą nic nie zmieni.. - położyłem pysk na łapach i przymknąłem oczy udając że odpoczywam.
<Amy?>
Od Amy CD. James
Ten basior zadziwiał mnie z każdą minutą, nie umiałam go rozgryźć. Jego charakter to zagadka, której nie da się rozwiązać. No, ale co ja się będę przejmować, skoro nie chce spać w jaskini jego problem. Mam więcej miejsca dla siebie i waderki, tak swoją drogą samiczka była urocza. A ten księżyc na udzie dodawał jej urody, myślałam nad tym czy ma już imię.
- Oj mała, nie wiem czy masz już imię ale nazwę Cię Luna. - Położyłam się obok wilczycy, ta wtuliła się we mnie, kiedy wyczuła ciepło mojego ciała. Nie byłam przyzwyczajona do bliskiego kontaktu, trochę się wzdrygnęłam, ale potem okazało się to całkiem przyjemne. W swoim życiu otworzyłam nowy rozdział, teraz musiałam zająć się wychowaniem samicy. Całę brzemię spadło na mnie, nie przejmowałam się tym zbytnio. Powinnam sobie poradzić, przecież to nic wielkiego. Będę ją uczyć tak jak kiedyś mnie. Oparłam swoją głowę o przednie łapy, zapowiadała się całkiem ciekawa noc...
* Ranek *
- Hej... Wiedźmo... - Ten głupi tekst, podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Tylko jedna osoba mogła mnie tak denerwować z samego rana... James... - Wstawaj !
Otworzyłam oczy, basior stał teraz na przeciw mnie przyglądał mi się bardzo uważnie. - Czy ktoś Ci kiedyś mówił, że jesteś bardzo irytujący...? - Ziewnęłam. - Daj mi pospać jeszcze pięć minutek... - Mruknęłam.
- Nie ma mowy ! - Podniósł głos. - Ruszaj się, bo prześpisz cały dzień.
- Dobra, dobra... - Podniosłam łeb, moje oczy były zaspane. Spojrzałam na przyszywaną córkę, ta jeszcze spała. I chyba nie śpieszno było jej wstać, bo wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. - Luna... - Szturchnęłam ją bardzo delikatnie pyskiem. - Pora wstawać księżniczko.. - Czekałam na reakcje wadery, mała otworzyła oczy przy czym ziewnęła. Nie mogłam się powstrzymać, uśmiechnęłam się promiennie. Wpatrywałam się w jej oczy, a ona w moje. Miałam do niej słabość
< James ? >
- Oj mała, nie wiem czy masz już imię ale nazwę Cię Luna. - Położyłam się obok wilczycy, ta wtuliła się we mnie, kiedy wyczuła ciepło mojego ciała. Nie byłam przyzwyczajona do bliskiego kontaktu, trochę się wzdrygnęłam, ale potem okazało się to całkiem przyjemne. W swoim życiu otworzyłam nowy rozdział, teraz musiałam zająć się wychowaniem samicy. Całę brzemię spadło na mnie, nie przejmowałam się tym zbytnio. Powinnam sobie poradzić, przecież to nic wielkiego. Będę ją uczyć tak jak kiedyś mnie. Oparłam swoją głowę o przednie łapy, zapowiadała się całkiem ciekawa noc...
* Ranek *
- Hej... Wiedźmo... - Ten głupi tekst, podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Tylko jedna osoba mogła mnie tak denerwować z samego rana... James... - Wstawaj !
Otworzyłam oczy, basior stał teraz na przeciw mnie przyglądał mi się bardzo uważnie. - Czy ktoś Ci kiedyś mówił, że jesteś bardzo irytujący...? - Ziewnęłam. - Daj mi pospać jeszcze pięć minutek... - Mruknęłam.
- Nie ma mowy ! - Podniósł głos. - Ruszaj się, bo prześpisz cały dzień.
- Dobra, dobra... - Podniosłam łeb, moje oczy były zaspane. Spojrzałam na przyszywaną córkę, ta jeszcze spała. I chyba nie śpieszno było jej wstać, bo wtuliła się we mnie jeszcze bardziej. - Luna... - Szturchnęłam ją bardzo delikatnie pyskiem. - Pora wstawać księżniczko.. - Czekałam na reakcje wadery, mała otworzyła oczy przy czym ziewnęła. Nie mogłam się powstrzymać, uśmiechnęłam się promiennie. Wpatrywałam się w jej oczy, a ona w moje. Miałam do niej słabość
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy
- Słucham, powiedz mi co mam zrobić... Ujmę to tak, cena nie gra roli, eliksir, jakieś przedmioty.. ?
- Heh. - spojrzałem jej w oczy uśmiechając się szyderczo.
Nagle ją ominąłem i wyszedłem z jaskini.
Ułożyłem się przy wejściu od jej domu.
- Co ty robisz ? - wyszła na zewnątrz.
- Odpoczywam. - mruknąłem przez zamknięte oczy.
- Przecież możesz spać w środku, idioto.
- Nie lubię jaskiń.. wolę nory. - rzuciłem - dopóki nie pada mogę spać na zewnątrz. - dodałem.
- Jak chcesz. - odparła i wróciła do środka jaskini.
Spojrzałem jeszcze na odchodzącą waderę i zamknąłem oczy żeby lepiej nasłuchiwać lasu. Jakoś nie byłem zmęczony..
<Amy?>
- Heh. - spojrzałem jej w oczy uśmiechając się szyderczo.
Nagle ją ominąłem i wyszedłem z jaskini.
Ułożyłem się przy wejściu od jej domu.
- Co ty robisz ? - wyszła na zewnątrz.
- Odpoczywam. - mruknąłem przez zamknięte oczy.
- Przecież możesz spać w środku, idioto.
- Nie lubię jaskiń.. wolę nory. - rzuciłem - dopóki nie pada mogę spać na zewnątrz. - dodałem.
- Jak chcesz. - odparła i wróciła do środka jaskini.
Spojrzałem jeszcze na odchodzącą waderę i zamknąłem oczy żeby lepiej nasłuchiwać lasu. Jakoś nie byłem zmęczony..
<Amy?>
Od Amy CD. Spiritual Sikre
No Nie... Jeszcze teraz mam z nim dzielić jaskinię...
- Matko Bosko.. Za jakie grzechy... - Warknęłam, ale potem złagodniałam. Samica była przerażona, złapałam ją delikatnie za kark. Skierowałam się w stronę swojej jaskini, nie wiedziałam czy basior idzie za mną czy też nie. Chciałam teraz, aby te noce minęły jak najszybciej nie miałam zamiaru rozmawiać moim szefem... Po 30 minutach dotarliśmy do mojej jaskini, zbliżała się noc nastała pora spania. Podeszłam do legowiska i położyłam na nim waderę, ta zwinęła się w kulkę i ziewnęła. Wyglądała przeuroczo, mogłam to zawdzięczać basiorowi że jej nie zabił. Miałam u niego coś w rodzaju długu.
- Masz u mnie dług wiedźmo. - Wypalił, zaraz... Czy on mi kuźwa czytał w myślach... Czułam jak staje za mną, ciarki przeszły mnie po plecach.
- Tak, wiem muszę go spłacić... - Obróciłam się w jego stronę. - Słucham, powiedz mi co mam zrobić... Ujmę to tak, cena nie gra roli eliksir jakieś przedmioty... ?
< James ? >
- Matko Bosko.. Za jakie grzechy... - Warknęłam, ale potem złagodniałam. Samica była przerażona, złapałam ją delikatnie za kark. Skierowałam się w stronę swojej jaskini, nie wiedziałam czy basior idzie za mną czy też nie. Chciałam teraz, aby te noce minęły jak najszybciej nie miałam zamiaru rozmawiać moim szefem... Po 30 minutach dotarliśmy do mojej jaskini, zbliżała się noc nastała pora spania. Podeszłam do legowiska i położyłam na nim waderę, ta zwinęła się w kulkę i ziewnęła. Wyglądała przeuroczo, mogłam to zawdzięczać basiorowi że jej nie zabił. Miałam u niego coś w rodzaju długu.
- Masz u mnie dług wiedźmo. - Wypalił, zaraz... Czy on mi kuźwa czytał w myślach... Czułam jak staje za mną, ciarki przeszły mnie po plecach.
- Tak, wiem muszę go spłacić... - Obróciłam się w jego stronę. - Słucham, powiedz mi co mam zrobić... Ujmę to tak, cena nie gra roli eliksir jakieś przedmioty... ?
< James ? >
Od Spiritual Sikre CD. Amy
- Biorę za nią pełną odpowiedzialność, jeśli komuś coś się stanie z jej powodu możesz mnie wydalić z watahy.
- Oszalałaś ! - warknąłem.
- Mówiłem. - odezwał się James.
- Ty ! - spojrzałem i skupiłem na nim całą moją uwagę. - Zabije ! - warknąłem. - No po prostu rozszarpie, zakopie, utopie..!
- Tak, tak zrozumiałem.. - burknął schylając łeb.
- Ciesz się że mam teraz inny kłopot do rozwiązania, ty szczeniaku. - palnąłem go w łeb.
-Pff..
Spojrzałem na Amy, a później na szczeniaka..
- Hmm... - przyjrzałem się młodej samiczce.
- Rzuć i łap, czy od razu w piach. - odezwał się James. Nawet na niego nie spojrzałem, totalnie go ignorując.
- Mówisz że bierzesz całą odpowiedzialność za tego malucha ?- spytałem.
- Biorę za nią pełną odpowiedzialność, jeśli komuś coś się stanie z jej powodu możesz mnie wydalić z watahy. - powtórzyła.
- Hyh... - wyprostowałem się. - Nie wydalę Cię wtedy z watahy.. - spojrzałem na nią. - Każę wtedy zabić Ciebie i to szczenię. - odparłem i spojrzałem na Jamesa. - Ty będziesz ich pilnował przez dwie noce. Zobaczymy co z tego wyniknie.
- Co ?! - Amy
- Dlaczego ?! - podniósł się James
- To twoja kara za niesłuchanie rozkazów. Teraz oboje zejdźcie mi z oczu. Nie chce was dziś już spotkać. - spojrzałem na małą waderkę. - Jej też.. - odparłem.. - Jeżeli wszystko będzie okej może należeć do stada, ale uważaj na nią Amy. - spojrzałem na nią i odszedłem.
<Amy ?>
- Oszalałaś ! - warknąłem.
- Mówiłem. - odezwał się James.
- Ty ! - spojrzałem i skupiłem na nim całą moją uwagę. - Zabije ! - warknąłem. - No po prostu rozszarpie, zakopie, utopie..!
- Tak, tak zrozumiałem.. - burknął schylając łeb.
- Ciesz się że mam teraz inny kłopot do rozwiązania, ty szczeniaku. - palnąłem go w łeb.
-Pff..
Spojrzałem na Amy, a później na szczeniaka..
- Hmm... - przyjrzałem się młodej samiczce.
- Rzuć i łap, czy od razu w piach. - odezwał się James. Nawet na niego nie spojrzałem, totalnie go ignorując.
- Mówisz że bierzesz całą odpowiedzialność za tego malucha ?- spytałem.
- Biorę za nią pełną odpowiedzialność, jeśli komuś coś się stanie z jej powodu możesz mnie wydalić z watahy. - powtórzyła.
- Hyh... - wyprostowałem się. - Nie wydalę Cię wtedy z watahy.. - spojrzałem na nią. - Każę wtedy zabić Ciebie i to szczenię. - odparłem i spojrzałem na Jamesa. - Ty będziesz ich pilnował przez dwie noce. Zobaczymy co z tego wyniknie.
- Co ?! - Amy
- Dlaczego ?! - podniósł się James
- To twoja kara za niesłuchanie rozkazów. Teraz oboje zejdźcie mi z oczu. Nie chce was dziś już spotkać. - spojrzałem na małą waderkę. - Jej też.. - odparłem.. - Jeżeli wszystko będzie okej może należeć do stada, ale uważaj na nią Amy. - spojrzałem na nią i odszedłem.
<Amy ?>
Od Amy CD. James
Uśmiechnęłam się, uwielbiałam stawiać na swoim urodziłam się z takim charakterem. - Wzięłam szczeniaka w pyszczek, zdziwiłam się że byłam do tego przystosowana. Hah, wilczyce są tak zbudowane, żeby nie zadawały szczeniakowi bólu przy transporcie. Nie rozumiałam jak mogłam zwolnić tępo ze szczeniakiem w pysku. No coż, przynajmniej się mnie posłuchał. Byłam mu wdzięczna, że nie zabił małej. Ta godzina minęła strasznie szybko, nawet się nie obejrzałam a już byliśmy na terenach watahy, wiedziałam co mnie czeka. Alfa nie będzie zadowolony z tego, że przygarneliśmy kogoś obcego... Jak na zawołanie w oddali widziałam Alfę, postawiłam waderkę na ziemię. Basior widząc to przyspieszył kroku, wręcz do nas biegł. Nie widziałam zadowolenia na jego twarzy.
- Kto to ... ? - Warknął.
- Wadera, znaleźliśmy ją jak wracaliśmy do watahy... - Odpowiedziałam spokojnie, samica chyba wyczuła co się święci, schowała się za moimi przednimi łapami. - Biorę za nią pęłną odpowiedzialność, jeśli komuś coś się stanie z jej powodu możesz mnie wydalić z watahy. - Spojrzałam na Alfę, w moim głosie nie było ani strachu, czy też wahania. Wiedziałam czego chcę.
< Spirit ? >
- Kto to ... ? - Warknął.
- Wadera, znaleźliśmy ją jak wracaliśmy do watahy... - Odpowiedziałam spokojnie, samica chyba wyczuła co się święci, schowała się za moimi przednimi łapami. - Biorę za nią pęłną odpowiedzialność, jeśli komuś coś się stanie z jej powodu możesz mnie wydalić z watahy. - Spojrzałam na Alfę, w moim głosie nie było ani strachu, czy też wahania. Wiedziałam czego chcę.
< Spirit ? >
Od Jamesa CD. Amy
- Postradałaś zmysły ?! Rano możesz być już martwa !
- Powiedziałam, że masz jej nie dotykać... - Warknęła. - Chce się nią zaopiekować... Biorę za nią pełną odpowiedzialność...
Ze zdumienia aż otworzyłem pysk.
Oszalała.. - myślałem - Zbzikowała !!
Zacząłem chodzić w tą i z powrotem:
On mnie zabije... - główkowałem - co ja gadam ?! Już jestem martwy ! Jak nie on to ona.. świetnie.
Gwałtownie spojrzałem na szczeniaka zatrzymując się przy tym. Aż pisnął, a Amy warknęła.
Zaraz tą wiedźmę zabije.. a tak się cieszyłem że ją widze................ !
- Ehhh... - westchnąłem. - Chodźmy. - odparłem i ruszyłem w stronę naszego terytorium. Jeszcze grubo ponad godzina drogi.. - Tylko nie zwalniaj tępa...
Boże.. za jakie grzechy ?!
<Amy?>
- Powiedziałam, że masz jej nie dotykać... - Warknęła. - Chce się nią zaopiekować... Biorę za nią pełną odpowiedzialność...
Ze zdumienia aż otworzyłem pysk.
Oszalała.. - myślałem - Zbzikowała !!
Zacząłem chodzić w tą i z powrotem:
On mnie zabije... - główkowałem - co ja gadam ?! Już jestem martwy ! Jak nie on to ona.. świetnie.
Gwałtownie spojrzałem na szczeniaka zatrzymując się przy tym. Aż pisnął, a Amy warknęła.
Zaraz tą wiedźmę zabije.. a tak się cieszyłem że ją widze................ !
- Ehhh... - westchnąłem. - Chodźmy. - odparłem i ruszyłem w stronę naszego terytorium. Jeszcze grubo ponad godzina drogi.. - Tylko nie zwalniaj tępa...
Boże.. za jakie grzechy ?!
<Amy?>
Ogłoszenie !
Okienko czatu znajdziecie w zakładce Inne; Czat
Zasady czatu znajdziecie w dolnym rogu ekranu!
Od Amy CD. James
- Nie baw się z nimi tylko ruszaj tą dupę ! - Warknęłam na niego, Alfa mnie zabije... Miałam go zaprowadzić do watahy, a my tym czasem urządziliśmy tutaj rzeź...
- Nie gorączkuj się tak... Zaraz wracamy... Wiedźmo... - Zaśmiał się, on doskonale wiedział że podnosi mi tym cieśnienie, obiecuję że kiedyś go dopadnę i zdziele czymś ciężkim. Bo chyba brakuje mu piątek klepki...
- Boże, czemu muszę z nim pracować... Jak wrócimy do watahy zmieniam stanowisko... - Warknęłam na niego, James mnie irytował... Nie czy ktoś może z nim wytrzymać, jeśli tak to jestem pełna podziwu...
Ruszyliśmy w drogę powrotną, żadne z nas się nie odzywało. Szło mi to nawet na łapę, im mnie jego gadania będę słuchać tym lepiej się będę czuła. Droga do watahy, zajmowała mi teraz o wiele więcej czasu niż poprzednio. Rozejrzałam się wokoło, żeby wybadać teren na którym się obecnie znajdujemy. Zmierzaliśmy w dobrym kierunku, ucieszyło mnie to będę mogła odpocząć po ciężkim dniu. Momentalnie, do moich uszu dotarł dziwny dźwięk, jakby pisk... Zatrzymałam się, nadsłuchiwałam.
- Amy...? - James, też się zatrzymał.
- Zostań... - Odpowiedziałam, kierując się w strone sterty kamieni i krzaków. To tutaj słyszałam piszczenie, zniżyłam łeb. Serce zaczęło mi walić, jednym ruchem łapy zerwałam zarośla. Moim oczom ukazał się szczeniak. Był biało - niebieski ze znamieniem na prawym udzie, z budowy ciała mogłam powiedzieć, że to była wadera. Musiałam ją zabić... Ona mogła być niebezpieczna, zamachnęłam się. Wtedy samiczka spojrzała mi prosto w oczy, widziałam w nich strach, niepokój, niepewność... Brakowało żadzy krwi... Coś we mnie pękło. - Cśś.. Nie piszcz... Zabiorę Cię w bezpieczne miejsce...
- Amy... - James, wyłonił się zza moich pleców. - Co Ty... - Basior dostrzegł samicę, chciał się na nią rzucić, ale zagrodziłam mu drogę swoim ciałem. - Co TY wyprawiasz ?! - Warknął na mnie. - To Pewnie dzieciak z tamtej watahy ! Trzeba ją zabić jak najszybciej !
- Nie dotkniesz jej... - Napięłam mięśnie, zajęłam pozycję do walki. - Ona nie jest z tej watahy, a gdyby nawet... Biorę za nią odpowiedzialność...
- Postradałaś zmysły ?! Rano możesz być już martwa!
- Powiedziałam, że masz jej nie dotykać... - Warknęłam. - Chce się nią zaopiekować... Biorę za nią pełną odpowiedzialność...
< James ? >
- Nie gorączkuj się tak... Zaraz wracamy... Wiedźmo... - Zaśmiał się, on doskonale wiedział że podnosi mi tym cieśnienie, obiecuję że kiedyś go dopadnę i zdziele czymś ciężkim. Bo chyba brakuje mu piątek klepki...
- Boże, czemu muszę z nim pracować... Jak wrócimy do watahy zmieniam stanowisko... - Warknęłam na niego, James mnie irytował... Nie czy ktoś może z nim wytrzymać, jeśli tak to jestem pełna podziwu...
Ruszyliśmy w drogę powrotną, żadne z nas się nie odzywało. Szło mi to nawet na łapę, im mnie jego gadania będę słuchać tym lepiej się będę czuła. Droga do watahy, zajmowała mi teraz o wiele więcej czasu niż poprzednio. Rozejrzałam się wokoło, żeby wybadać teren na którym się obecnie znajdujemy. Zmierzaliśmy w dobrym kierunku, ucieszyło mnie to będę mogła odpocząć po ciężkim dniu. Momentalnie, do moich uszu dotarł dziwny dźwięk, jakby pisk... Zatrzymałam się, nadsłuchiwałam.
- Amy...? - James, też się zatrzymał.
- Zostań... - Odpowiedziałam, kierując się w strone sterty kamieni i krzaków. To tutaj słyszałam piszczenie, zniżyłam łeb. Serce zaczęło mi walić, jednym ruchem łapy zerwałam zarośla. Moim oczom ukazał się szczeniak. Był biało - niebieski ze znamieniem na prawym udzie, z budowy ciała mogłam powiedzieć, że to była wadera. Musiałam ją zabić... Ona mogła być niebezpieczna, zamachnęłam się. Wtedy samiczka spojrzała mi prosto w oczy, widziałam w nich strach, niepokój, niepewność... Brakowało żadzy krwi... Coś we mnie pękło. - Cśś.. Nie piszcz... Zabiorę Cię w bezpieczne miejsce...
- Amy... - James, wyłonił się zza moich pleców. - Co Ty... - Basior dostrzegł samicę, chciał się na nią rzucić, ale zagrodziłam mu drogę swoim ciałem. - Co TY wyprawiasz ?! - Warknął na mnie. - To Pewnie dzieciak z tamtej watahy ! Trzeba ją zabić jak najszybciej !
- Nie dotkniesz jej... - Napięłam mięśnie, zajęłam pozycję do walki. - Ona nie jest z tej watahy, a gdyby nawet... Biorę za nią odpowiedzialność...
- Postradałaś zmysły ?! Rano możesz być już martwa!
- Powiedziałam, że masz jej nie dotykać... - Warknęłam. - Chce się nią zaopiekować... Biorę za nią pełną odpowiedzialność...
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy "Cicho" cz.4
- Ty Idioto.. - Syknęła mi do ucha, uderzyła mnie przy tym łapą. Pewnie chciała mnie zabić.. - Co Ty sobie myślałeś ! - mówiła szeptem.
- Zastanawiam się jak ty możesz być taka spokojna.. - wpatrywałem się w nią.
Starałem się nie wybuchnąć śmiechem.
Wyjrzałem zza krzaków.
Szczeniaki miotały się w burzy.
- Czasami się do czegoś przydajesz, panienko. - uśmiechnąłem się, nie patrząc na nią. - Trzymaj tak dalej. - rzuciłem i ruszyłem z miejsca.
Coś krzyczała, ale kto by się przejmował.
Złapałem pierwszego szczeniaka za kark i przywlokłem tam gdzie leżała Amy.
- Co ty odpie*dalasz ?! - prawie krzyknęła. - Chyba miałeś go zabić !
- Nie. - odparłem.
Spojrzała na mnie jak na idiotę.
- Oni nie są winni tylko dorosłe wilki.
- Hę ? Przecież już zabiłeś parę młodych !
- Ja nie zabijam dzieci. - Znowu ten wzrok. - Zabiłem parę wilków, mieli od czterech do pięciu lat, nie mniej.
- Co ? Pomieszane to.. - warknęła.
- Pomóż mi je zabrać gdzie indziej to Ci wytłumaczę.
- To to przerwę burzę.
- Nie ! - krzyknął szczeniak.
- Młody ma rację. - rozejrzałem się. - Oni są gdzieś tu...
- To je z tamtą wyjmij. - stwierdziła.
Zbierałem szczeniaki, jeden po drugim.
Pobiegliśmy w bezpieczniejsze miejsce.
- Amy.. Przygotuj się. - mruknąłem żeby szczeniaki nie usłyszeli.
- Wiem idioto.. - warknęła szeptem.
- To co mówiłem to kłamstwo...
- Co ? - spojrzała na mnie.
- Później wytłumaczę.. - rzuciłem i zablokowałem szczeniaka, który rzucił się na mnie z zębami. Odrzuciłem go.
- Zabij go ! - warknęła, kiedy unikała ataków.
Mieli ku*wa przed sobą całe życie ale najwidoczniej chcieli umrzeć.
Złapałem za gardło jednego i wyrwałem mu tchawice, inni zignorowali to i tak nas atakowali. Amy ukręciła innemu kark.
Gdy skończyliśmy koło nas leżały trupy szczeniąt.
- Ohydne... - warknąłem pod nosem..
- Ktoś idzie.. - odparła nagle Amy.
Rozejrzałem się..
Co ? Jak ja mogłem tego nie wyczuć ... - myślałem. - chole*a !!
Dorosłe wilki stanęły przed nami.. piątka.. znowu.. ich stado składało się wtedy z dziesięciu dorosłych i trzynastu szczeniąt... Żeby kazać zabijać własnym dzieciom...
Nawet nie spojrzałem na Amy i skoczyłem na pierwszego lepszego - zabity. Drugi - zabity. Amy również się przyłączyła. Bawiła się właściwie. Skakała w tą i z powrotem, a dwa wilki się męczyły. Spoglądając na nią, straciłem czujność i dostałem w pysk. No ku*wa ! Pierwszy raz w życiu !
To przez Ciebie, wiedźmo... - myślałem..
Ten wilk był nawet silny. Mogłem użyć telepatii żeby sprawić mu ból psychiczny ale wolałem się pobawić, ponieważ był ostatnim żyjącym z tej rodziny. - Zaśmiałem się w duchu.
Ja przynajmniej nie używałem mocy żeby zabić te wilki...
Kiedy go zabiłem Amy stała i patrzyła na mnie wkurzona...
- Oj... - mruknąłem..
<Amy?>
- Zastanawiam się jak ty możesz być taka spokojna.. - wpatrywałem się w nią.
Starałem się nie wybuchnąć śmiechem.
Wyjrzałem zza krzaków.
Szczeniaki miotały się w burzy.
- Czasami się do czegoś przydajesz, panienko. - uśmiechnąłem się, nie patrząc na nią. - Trzymaj tak dalej. - rzuciłem i ruszyłem z miejsca.
Coś krzyczała, ale kto by się przejmował.
Złapałem pierwszego szczeniaka za kark i przywlokłem tam gdzie leżała Amy.
- Co ty odpie*dalasz ?! - prawie krzyknęła. - Chyba miałeś go zabić !
- Nie. - odparłem.
Spojrzała na mnie jak na idiotę.
- Oni nie są winni tylko dorosłe wilki.
- Hę ? Przecież już zabiłeś parę młodych !
- Ja nie zabijam dzieci. - Znowu ten wzrok. - Zabiłem parę wilków, mieli od czterech do pięciu lat, nie mniej.
- Co ? Pomieszane to.. - warknęła.
- Pomóż mi je zabrać gdzie indziej to Ci wytłumaczę.
- To to przerwę burzę.
- Nie ! - krzyknął szczeniak.
- Młody ma rację. - rozejrzałem się. - Oni są gdzieś tu...
- To je z tamtą wyjmij. - stwierdziła.
Zbierałem szczeniaki, jeden po drugim.
Pobiegliśmy w bezpieczniejsze miejsce.
- Amy.. Przygotuj się. - mruknąłem żeby szczeniaki nie usłyszeli.
- Wiem idioto.. - warknęła szeptem.
- To co mówiłem to kłamstwo...
- Co ? - spojrzała na mnie.
- Później wytłumaczę.. - rzuciłem i zablokowałem szczeniaka, który rzucił się na mnie z zębami. Odrzuciłem go.
- Zabij go ! - warknęła, kiedy unikała ataków.
Mieli ku*wa przed sobą całe życie ale najwidoczniej chcieli umrzeć.
Złapałem za gardło jednego i wyrwałem mu tchawice, inni zignorowali to i tak nas atakowali. Amy ukręciła innemu kark.
Gdy skończyliśmy koło nas leżały trupy szczeniąt.
- Ohydne... - warknąłem pod nosem..
- Ktoś idzie.. - odparła nagle Amy.
Rozejrzałem się..
Co ? Jak ja mogłem tego nie wyczuć ... - myślałem. - chole*a !!
Dorosłe wilki stanęły przed nami.. piątka.. znowu.. ich stado składało się wtedy z dziesięciu dorosłych i trzynastu szczeniąt... Żeby kazać zabijać własnym dzieciom...
Nawet nie spojrzałem na Amy i skoczyłem na pierwszego lepszego - zabity. Drugi - zabity. Amy również się przyłączyła. Bawiła się właściwie. Skakała w tą i z powrotem, a dwa wilki się męczyły. Spoglądając na nią, straciłem czujność i dostałem w pysk. No ku*wa ! Pierwszy raz w życiu !
To przez Ciebie, wiedźmo... - myślałem..
Ten wilk był nawet silny. Mogłem użyć telepatii żeby sprawić mu ból psychiczny ale wolałem się pobawić, ponieważ był ostatnim żyjącym z tej rodziny. - Zaśmiałem się w duchu.
Ja przynajmniej nie używałem mocy żeby zabić te wilki...
Kiedy go zabiłem Amy stała i patrzyła na mnie wkurzona...
- Oj... - mruknąłem..
<Amy?>
Od Amy CD. Spiritual Sikre "Cicho: cz.3
- Myślisz, że zawalę misję...? - Spojrzałam na niego rozbawiona. - Nawet nie wiesz na co mnie stać. - Zaczęłam go okrążać, jak ofiarę... - Przyjąłeś pod swój dach istną maszynę do zabijania, która przywidzi Twój ruch, przejmie władzę nad Twoimi ciałem, krótko mówiąc staniesz się moją marionetką. Wilczyca, która umie cofać się w czasie o kilkanaście minut, żeby tylko naprawić błąd, czyste combo... Prawda... A na dodatek, może skuć Twoje serce lodem żebyś umierał bardzo powoli, na to nie ma lekarstwa. - Zaśmiałam się uwodzicielsko, zanim zdąż cokolwiek wykonać ruszyłam biegiem przed Siebie, musiałam ratować tego debila. Boże, powiedz mi czemu z niego taki tępy basior... Dobra, koniec o nim trzeba pomyśleć, jak mam przekraść się niezauważona na ich tereny. To było wyzwanie, wcześniej szkoliłam się na cihcego zabójcę, ale zrezygnowałam. Teraz wiem, że to był ogromny błąd... No cóż, czasu niestety nie cofnę...
Minęłam granice watahy, w duchu miałam nadzieję że jeszcze nie jest za późno. Zaczęłam rozglądać się wokoło, z każdym kilometrem tereny zaczęły się zmieniać, zwierząt ubywać... Alfa mówił prawdę, to było okropne... Po kilku sekundach do mojego nosa trafiła znana mi woń, natrafiłam na ślad mojego towarszysza. Przebiegał tędy dosyć dawno. Zaczęłam biec jeszcze szybciej, zapach Jamesa stawał się coraz silniejszy... Jednak niepokoiło mnie jedno, gdzieniegdzie mogłam wyczuć krew... Nie... No chyba was pogrzało, co za debil puścił się na misję samobójczą... W krzakach zauważyłam wystające kończyny jednego z wilków, zatrzymałam się na kilka sekund, odetchnęłam z ulgą widząc, że to nie James. Ruszyłam dalej, im więcej metrów przebiegłam, tym więcej ciał znalazłam. Naliczyłam ich już chyba 5...
W oddali widziałam kilka postaci, jedną z nich był James... Wrogowie otoczyli basiora, musiałam jakoś zareagować zanim będzie za poźno. Podczas biegu uderzyłam łapą o ziemię tak mocno, że uwolniłam swoją moc lodu i śniegu. Ciemne chmury przesłoniły niebo, pierwsze płatki śniegu spadły na ziemię. Rozpoczęła się prawdziwa nawałnica, było tak gęsto że nie można było zobaczyć czubka własnego nosa. To był idealny moment, żeby móc się ukryć w pobliskich krzakach. Dobiegłam do Jamesa, nie wiem jak mi się to udało bardzo mnie kusiło, żeby zabić wrogów. No cóż, musiałam wypełnić rozkaz Alfy. Złapałam go za kark, zaciągnęłam do krzaków nie powinni nas wyczuć. Snieg, przykrył nasze ślady i dalej pada.
- Ty Idioto.. - Syknęłam mu do ucha, uderzyłam go przy tym łapą. Chciałam się na niego rzucić, ale nie mogłam. Musieliśmy leżeć bardzo blisko siebie, żeby zarośla mogły nas pomieścić. - Co Ty sobie myślałeś ! - Dalej mówiłam szeptem
< James ?>
Minęłam granice watahy, w duchu miałam nadzieję że jeszcze nie jest za późno. Zaczęłam rozglądać się wokoło, z każdym kilometrem tereny zaczęły się zmieniać, zwierząt ubywać... Alfa mówił prawdę, to było okropne... Po kilku sekundach do mojego nosa trafiła znana mi woń, natrafiłam na ślad mojego towarszysza. Przebiegał tędy dosyć dawno. Zaczęłam biec jeszcze szybciej, zapach Jamesa stawał się coraz silniejszy... Jednak niepokoiło mnie jedno, gdzieniegdzie mogłam wyczuć krew... Nie... No chyba was pogrzało, co za debil puścił się na misję samobójczą... W krzakach zauważyłam wystające kończyny jednego z wilków, zatrzymałam się na kilka sekund, odetchnęłam z ulgą widząc, że to nie James. Ruszyłam dalej, im więcej metrów przebiegłam, tym więcej ciał znalazłam. Naliczyłam ich już chyba 5...
W oddali widziałam kilka postaci, jedną z nich był James... Wrogowie otoczyli basiora, musiałam jakoś zareagować zanim będzie za poźno. Podczas biegu uderzyłam łapą o ziemię tak mocno, że uwolniłam swoją moc lodu i śniegu. Ciemne chmury przesłoniły niebo, pierwsze płatki śniegu spadły na ziemię. Rozpoczęła się prawdziwa nawałnica, było tak gęsto że nie można było zobaczyć czubka własnego nosa. To był idealny moment, żeby móc się ukryć w pobliskich krzakach. Dobiegłam do Jamesa, nie wiem jak mi się to udało bardzo mnie kusiło, żeby zabić wrogów. No cóż, musiałam wypełnić rozkaz Alfy. Złapałam go za kark, zaciągnęłam do krzaków nie powinni nas wyczuć. Snieg, przykrył nasze ślady i dalej pada.
- Ty Idioto.. - Syknęłam mu do ucha, uderzyłam go przy tym łapą. Chciałam się na niego rzucić, ale nie mogłam. Musieliśmy leżeć bardzo blisko siebie, żeby zarośla mogły nas pomieścić. - Co Ty sobie myślałeś ! - Dalej mówiłam szeptem
< James ?>
Ogłoszenie!
Wilczyca Azzai rezygnuje ze stanowiska Delty
Imię: Azi
Stanowisko: Delta / Dowódca Tropicieli / Tropicielka
Powód: Ponieważ właściciel wilka tak ustalił z administratorem.
Ps. Wadera zostaje przeniesiona do zakładki "Wadery".
Os Spiritual Sikre CD. James "Cicho" cz.2
Czekam... Już od godziny czekam.. i czekam...
- Zabije gnoja ! - warknąłem do siebie.
Chodziłem w tą i z powrotem.
- Azzai ! - zawołałem.- Nie chowaj się. I tak Cię widzę. - warknąłem.
- T-tak..? - wyłoniła się zza drzew.
- Widziałaś go ? - spojrzałem na nią.
Cisza.
- Widziałaś go ? - naciskałem.
- Biegł w stronę terenów niczyich.
- Zabije... - warknąłem. - Biegnij po Amy i Dagan'a.
- Dagan jest na misji... - niespodziewanie z lasu wyłoniła się Sarilla.
- Cholera...
- Amy musi iść sama. - odparła kuzynka.
- Ale ona nie może. - wtrąciła się Azzai
Spojrzałem na nią pytająco.
- Ona i James nie przepadają za sobą...
- Myślisz że tego nie wiem ?! - warknąłem.
- Spirits.. - uspokoiła mnie Sarilla.
burknąłem..
- Niech idzie..
Azzai już miała iść kiedy się odezwałem:
- Sam po nią pójdę. - odparłem i ruszyłem w stronę jej jaskini..
- Amy ! - zawołałem kiedy stałem przed jej domem.
Wilczyca wyszła lekko zaspana.
- Masz robotę. - rzuciłem. - Ktoś potrzebuje pomocy..
- Hę ? - spojrzała na mnie lekko zirytowana. - A James nie może ? Przecież to mój dowódca. - zaśmiała się szorstko.
- To on potrzebuje pomocy. - odparłem stanowczo i szorstko.
Patrzyła na mnie... Szczerze nie wiem co to był za wzrok.
- Na Południu leżą tereny niczyje, a dalej za nimi na południowy-zachód, leży nowa wataha. - zacząłem tłumaczyć. - same młodziaki. Właściwie nastolatki.. dzieci.. mają do dwóch lat, ale rządzi nimi żądza krwi, zabijają wszystko, wilki, zwierzęta, ale.. nie zjadają zwierzyny.Prawdopodobnie chcą żeby watahy wokół nich poumierały z głodu. Ignorowałem to od jakiegoś czasu, ale odkąd weszły na nasze tereny nie mogę tego akceptować. Wysłałem tam Jamesa, chciałem że poszła z nim Azzai albo Sarilla żeby załatwiły to pokojowo. On miał tylko je chronić, ale chyba uważa że lepszym rozwiązaniem będzie ich zabicie.. może i ma racje, ale przecież warto spróbować.. eh... - westchnąłem. - Masz za zadanie znaleźć tego pieprzone*o wilka i przyprowadzić go do domu ! - warknąłem.. - ehh... jeżeli nie poskutkuje idź z nim do tych szczeniaków. Jeżeli rozmowy nie pomogą, słuchaj się wtedy go. W końcu to twój dowódca. Nie spiep*z tego...
<Amy?>
- Zabije gnoja ! - warknąłem do siebie.
Chodziłem w tą i z powrotem.
- Azzai ! - zawołałem.- Nie chowaj się. I tak Cię widzę. - warknąłem.
- T-tak..? - wyłoniła się zza drzew.
- Widziałaś go ? - spojrzałem na nią.
Cisza.
- Widziałaś go ? - naciskałem.
- Biegł w stronę terenów niczyich.
- Zabije... - warknąłem. - Biegnij po Amy i Dagan'a.
- Dagan jest na misji... - niespodziewanie z lasu wyłoniła się Sarilla.
- Cholera...
- Amy musi iść sama. - odparła kuzynka.
- Ale ona nie może. - wtrąciła się Azzai
Spojrzałem na nią pytająco.
- Ona i James nie przepadają za sobą...
- Myślisz że tego nie wiem ?! - warknąłem.
- Spirits.. - uspokoiła mnie Sarilla.
burknąłem..
- Niech idzie..
Azzai już miała iść kiedy się odezwałem:
- Sam po nią pójdę. - odparłem i ruszyłem w stronę jej jaskini..
- Amy ! - zawołałem kiedy stałem przed jej domem.
Wilczyca wyszła lekko zaspana.
- Masz robotę. - rzuciłem. - Ktoś potrzebuje pomocy..
- Hę ? - spojrzała na mnie lekko zirytowana. - A James nie może ? Przecież to mój dowódca. - zaśmiała się szorstko.
- To on potrzebuje pomocy. - odparłem stanowczo i szorstko.
Patrzyła na mnie... Szczerze nie wiem co to był za wzrok.
- Na Południu leżą tereny niczyje, a dalej za nimi na południowy-zachód, leży nowa wataha. - zacząłem tłumaczyć. - same młodziaki. Właściwie nastolatki.. dzieci.. mają do dwóch lat, ale rządzi nimi żądza krwi, zabijają wszystko, wilki, zwierzęta, ale.. nie zjadają zwierzyny.Prawdopodobnie chcą żeby watahy wokół nich poumierały z głodu. Ignorowałem to od jakiegoś czasu, ale odkąd weszły na nasze tereny nie mogę tego akceptować. Wysłałem tam Jamesa, chciałem że poszła z nim Azzai albo Sarilla żeby załatwiły to pokojowo. On miał tylko je chronić, ale chyba uważa że lepszym rozwiązaniem będzie ich zabicie.. może i ma racje, ale przecież warto spróbować.. eh... - westchnąłem. - Masz za zadanie znaleźć tego pieprzone*o wilka i przyprowadzić go do domu ! - warknąłem.. - ehh... jeżeli nie poskutkuje idź z nim do tych szczeniaków. Jeżeli rozmowy nie pomogą, słuchaj się wtedy go. W końcu to twój dowódca. Nie spiep*z tego...
<Amy?>
Od Jamesa "Cicho" cz.1
Już od ponad dwóch godzin byłem na nogach. Pogoda była dość ładna. Świeciło słońce, ale zapowiadało się na deszcz.
Biegłem przez las niczyi. Promienie słoneczne przebijamy się przez korony sekwojowych drzew.
Byłem sam.. Dlaczego ? Bo jakoś nie wierzyłem Spiritsowi że Azzai była by dobra do tej roli. Widziałem jak się bała kiedy "bawiłem" się z Amy !
Amy...
Żałuje że nie mogę teraz porozmawiać z Amy.. - myślałem. - co ja gadam ?! Rozszarpała by mnie. - zaśmiałem się w duchu.
Przyśpieszyłem tępa. Jeszcze godzina biegu i wtedy las się skończy, a wtedy trzeba będzie zacząć rzeź.. pokojowe rozwiązania nie są dla mnie. stwierdzam iż nie potrzebuje pomocy.
Nagle ujrzałem wilka, który czaił się na ofiarę. Kiepski z niego tropiciel i łowca jak nie usłyszał kiedy się zbliżałem. Postanowiłem go zignorować ponieważ to i tak nie był nasze tereny...
W tym samym czasie u Spiritsa:
<Spirits?>
Biegłem przez las niczyi. Promienie słoneczne przebijamy się przez korony sekwojowych drzew.
Byłem sam.. Dlaczego ? Bo jakoś nie wierzyłem Spiritsowi że Azzai była by dobra do tej roli. Widziałem jak się bała kiedy "bawiłem" się z Amy !
Amy...
Żałuje że nie mogę teraz porozmawiać z Amy.. - myślałem. - co ja gadam ?! Rozszarpała by mnie. - zaśmiałem się w duchu.
Przyśpieszyłem tępa. Jeszcze godzina biegu i wtedy las się skończy, a wtedy trzeba będzie zacząć rzeź.. pokojowe rozwiązania nie są dla mnie. stwierdzam iż nie potrzebuje pomocy.
Nagle ujrzałem wilka, który czaił się na ofiarę. Kiepski z niego tropiciel i łowca jak nie usłyszał kiedy się zbliżałem. Postanowiłem go zignorować ponieważ to i tak nie był nasze tereny...
W tym samym czasie u Spiritsa:
<Spirits?>
Od Sendy "Jak dołączyłam"
Od razu po spłonęciu rodziny uciekłam do lasu.Postanowiłam, żebędę szukać nowej watahy.Kiedy szłam piaszczustą drogą zauważyłam pięknego i dorosłego jelenia.Przyczaiłam się i juz chciałam skoczyć gdy basior mnie wyprzedził.Zabił jelenia z wielkim trudem a ja się z tego śmiałam i mniałam z tego uciechę.
- I z czego rżysz?
- I ty się mnie jeszcze masz czelność pytać???Ty jelenia zabić porządnie ni eumiesz jeszcze oddycha widać to!
- I co z tego?
- G*wno z tego zabrałeś mi zdobycz ty IDIOTO!!!!
- I co ja mam ciebie za to przeprosić??
- Nie nie musisz ale pożesz mi top wynagrodzić UMIERAJĄC!!!
Od razu otoczyłam go kulą ognia, która zaczęła się pomniejszać.
Wilk zaczął powiększać kulę.
- O czyli ty też jesteś Wilkiem ognia?Co?
- Tak!!Jestem!!
- O nie prawo mi zabrania zabijania wilków tej samej rasy co ja .
Puściłam go i zavczęłam być wredna.
Po jakimś czasie spytałam się go:
- Wiesz gdzie może jest pobliska wataha?
- Tak ja jestem Alfą
- Moge dołączyć?
-Tak
- A moge wiedzieć jak masz na imię??
- Spiritual Sikre, a ty?
- Sendy
I od tej pory należałam do Watahy Wilczej Iskry.
- I z czego rżysz?
- I ty się mnie jeszcze masz czelność pytać???Ty jelenia zabić porządnie ni eumiesz jeszcze oddycha widać to!
- I co z tego?
- G*wno z tego zabrałeś mi zdobycz ty IDIOTO!!!!
- I co ja mam ciebie za to przeprosić??
- Nie nie musisz ale pożesz mi top wynagrodzić UMIERAJĄC!!!
Od razu otoczyłam go kulą ognia, która zaczęła się pomniejszać.
Wilk zaczął powiększać kulę.
- O czyli ty też jesteś Wilkiem ognia?Co?
- Tak!!Jestem!!
- O nie prawo mi zabrania zabijania wilków tej samej rasy co ja .
Puściłam go i zavczęłam być wredna.
Po jakimś czasie spytałam się go:
- Wiesz gdzie może jest pobliska wataha?
- Tak ja jestem Alfą
- Moge dołączyć?
-Tak
- A moge wiedzieć jak masz na imię??
- Spiritual Sikre, a ty?
- Sendy
I od tej pory należałam do Watahy Wilczej Iskry.
Od Sakury/Cetlie
Chodź mój brat nienawidził mnie i tak spędzałam z nim czas , przecież to ostatni wilk bliski jakiego mam . Poszłam go odwiedzić. Lecz bałam się wejść do jego jaskini wiedziałamz eten kto wchodzi do jego jaskini nie wychodzi z niej żywy lub w kawałkach . Gdy wyszedł lekko się uśmiechnełam .
- Dagan
- czego chcesz Cetlie - mruknął
- wiesz jak masz mnie nazywać-zmarszczyłam brwi
- przepraszam Sakuro - warkł
- podobny jestes do ojca - uśmeichnełam sie złowieszczo
Przydusił mnie do drzewa.
- nie jestem ! - warkł - on miał serce i dusze których ja nie ma - odparł i odszedł
- yhym bo uwierze - odpałam i zeszłam z góry . Poszłam sie przejsć . Spuściłam łeb i patrzyłam w ziemie nagle na kogos wpadłam.
- ups przepraszam
<Ktoś? >
- Dagan
- czego chcesz Cetlie - mruknął
- wiesz jak masz mnie nazywać-zmarszczyłam brwi
- przepraszam Sakuro - warkł
- podobny jestes do ojca - uśmeichnełam sie złowieszczo
Przydusił mnie do drzewa.
- nie jestem ! - warkł - on miał serce i dusze których ja nie ma - odparł i odszedł
- yhym bo uwierze - odpałam i zeszłam z góry . Poszłam sie przejsć . Spuściłam łeb i patrzyłam w ziemie nagle na kogos wpadłam.
- ups przepraszam
<Ktoś? >
Od Dagan'a
Łaziłem po lesie. Szukając jakiejś zwierzyny . Nagle ujrzałem wielkiego niedźwiedzia. Uśmiechnąłem sie i zaatakowałem go przegryzając mu tchawice i gardło . Zacząłem pić jego krew . PO czym poszedłem umyć sie z krwi . Zaniosłem ciało niedźwiedzia do jaskini i oskalpowałem ze była sama skóra. Mięso wyrzuciłem dla innych wilków. A z futra niedźwiedzia zrobiłem łoże do spanie. Zabijałem nie tylko niedźwiedzie ale też kozy jak i wilki inne. W jaskini już miałem zrobione łoże , drugie dla gościa chodź wątpie by jakis był, dywan oraz powieszony na ścianie czaszka kozła .
Wyszczerzyłem kły.
- chata skończona- mruknąłem
Zszedłem z gór bo tam była moja jaskinia na najwyrzszej górze na czubku . Poszedłęm na polane. Położyłem sie . Nagle ktos wleciał na polane . Jakiś wilk . Patrzyłem co robi .
<Ktoś?>
Wyszczerzyłem kły.
- chata skończona- mruknąłem
Zszedłem z gór bo tam była moja jaskinia na najwyrzszej górze na czubku . Poszedłęm na polane. Położyłem sie . Nagle ktos wleciał na polane . Jakiś wilk . Patrzyłem co robi .
<Ktoś?>
Uwaga !
- Prosimy o napisanie swoich pierwszych opowiadań wilki:
-
Sendy, -
Cetlie, -
Dagan,
- Nowość w formularzu:
- Proszę o uzupełnienie swoich formularzy wilki:
-
Sendy, -
Amy, -
Cetlie, -
Azzai, -
James, -
Olimp, -
Dagan,
- Przypominamy że swoje formularze muszą jeszcze uzupełnić, która nie zrobiły tego poprzednio:
Sendy
poniedziałek, 13 lipca 2015
Od Jamesa CD. Amy
Tak szczerze. Chu*a słyszałem z tego co do mnie mówiła. Jakoś nie chciało mi się słuchać.
Biegłem sobie spokojnie nad brzegiem jeziora, aż tu nagle *boooom*
- Aj..tete... - spojrzałem przed siebie.. - Spirits ... sorki, sorki..
- Nic się nie stało. - oboje wstaliśmy. Nagle mnie zmierzył - jesteś dziś wyjątkowo promienny.. - uznał.
- Co? W głowie Ci się poprzewracało czy jak ?! - mruknąłem., - dlaczego tak twierdzisz ?
- Ponieważ.. no nie wiem.. się uśmiechasz ?
Gwałtownie spojrzałem w odbicie w wodzie. No.. uśmiechałem się... chole.ra!!
- Czy ty przypadkiem nie wracasz od Amy ? - wypalił
- Nie. - powiedziałem bez zawahania. - Skąd ten pomysł ?
- Bo tylko ona mieszka w tamtym kierunku.
- Mylisz się.
Znowu mi się przyjrzał i uśmiechnął się.
- Wpadła Ci w oko, hę ?
warknąłem cicho.
- Pan twarde serce zmiękł, hahahaha - roześmiał się. - No nie wierze.
- A przymknij się. - burknąłem.
- Łatwo nie będziesz miał.
- Już nie mam. - spoważniał.
- Jak to ?
- Zachowałem się jak idiota i tyle - zaśmiałem się
- Oj chłopie. Oboje macie twarde serca, tylko ty z kamienia, a ona z lodu.
- Yoo.. chyba na odwrót.
- Co?
- To moje się rozpuściło, a jej jest nienaruszone.
- Hmm.. no to jest problem
- Problem to mało powiedziane - zaśmiałem się. - wracam do domu. Muszę odpocząć przed jutrem.
- Jutrem.. no tak.. zapomniałem... - spojrzał w dal.
- Kogo wyślesz ze mną ?
- Hmm? - spojrzał na mnie
- Przecież ty nie możesz iść. Musisz tu zostać.
- Ale..
- Cicho panie alfo ! - warknąłem uśmiechając się przy tym lekko. - Tu Cię potrzeba ja sobie poradzę, ale ktoś musi iść. Najlepiej tropiciel, albo zwiadowca. Oni są umieją być cicho.
- A nie może być Amy albo Dagan ?
- Nie. Nie chce moich podwładnych. Z Amy bym się tylko kłócił, a Dagan robił by wszystko na swoją łapę.
- Hyh. Przyznaj że nie chcesz ich narażać..
- Pff.. - mruknąłem. - Są zabójcami, którzy zabijają nieuciekające ofiary. Są "używani" tylko na rozkaz alfy. Nie są cichymi zabójcami.
- Co racja to racja.. może robili to kiedyś ale teraz należą do tej watahy...
- Tsaa.. Dobra.. to kto może się nadawać ?
- Mamy tylko jednego tropiciela. Azzai..
- Serio ? Mógłbyś się bardziej wysilić.
- Oh daruj.
- Ona się nie nadaje.
- Nie znasz jej tak dobrze jak ja.. Przekonasz się jutro..
Spojrzałem na niego.
- Dobrze... - odparłem i wróciłem do siebie..
Biegłem sobie spokojnie nad brzegiem jeziora, aż tu nagle *boooom*
- Aj..tete... - spojrzałem przed siebie.. - Spirits ... sorki, sorki..
- Nic się nie stało. - oboje wstaliśmy. Nagle mnie zmierzył - jesteś dziś wyjątkowo promienny.. - uznał.
- Co? W głowie Ci się poprzewracało czy jak ?! - mruknąłem., - dlaczego tak twierdzisz ?
- Ponieważ.. no nie wiem.. się uśmiechasz ?
Gwałtownie spojrzałem w odbicie w wodzie. No.. uśmiechałem się... chole.ra!!
- Czy ty przypadkiem nie wracasz od Amy ? - wypalił
- Nie. - powiedziałem bez zawahania. - Skąd ten pomysł ?
- Bo tylko ona mieszka w tamtym kierunku.
- Mylisz się.
Znowu mi się przyjrzał i uśmiechnął się.
- Wpadła Ci w oko, hę ?
warknąłem cicho.
- Pan twarde serce zmiękł, hahahaha - roześmiał się. - No nie wierze.
- A przymknij się. - burknąłem.
- Łatwo nie będziesz miał.
- Już nie mam. - spoważniał.
- Jak to ?
- Zachowałem się jak idiota i tyle - zaśmiałem się
- Oj chłopie. Oboje macie twarde serca, tylko ty z kamienia, a ona z lodu.
- Yoo.. chyba na odwrót.
- Co?
- To moje się rozpuściło, a jej jest nienaruszone.
- Hmm.. no to jest problem
- Problem to mało powiedziane - zaśmiałem się. - wracam do domu. Muszę odpocząć przed jutrem.
- Jutrem.. no tak.. zapomniałem... - spojrzał w dal.
- Kogo wyślesz ze mną ?
- Hmm? - spojrzał na mnie
- Przecież ty nie możesz iść. Musisz tu zostać.
- Ale..
- Cicho panie alfo ! - warknąłem uśmiechając się przy tym lekko. - Tu Cię potrzeba ja sobie poradzę, ale ktoś musi iść. Najlepiej tropiciel, albo zwiadowca. Oni są umieją być cicho.
- A nie może być Amy albo Dagan ?
- Nie. Nie chce moich podwładnych. Z Amy bym się tylko kłócił, a Dagan robił by wszystko na swoją łapę.
- Hyh. Przyznaj że nie chcesz ich narażać..
- Pff.. - mruknąłem. - Są zabójcami, którzy zabijają nieuciekające ofiary. Są "używani" tylko na rozkaz alfy. Nie są cichymi zabójcami.
- Co racja to racja.. może robili to kiedyś ale teraz należą do tej watahy...
- Tsaa.. Dobra.. to kto może się nadawać ?
- Mamy tylko jednego tropiciela. Azzai..
- Serio ? Mógłbyś się bardziej wysilić.
- Oh daruj.
- Ona się nie nadaje.
- Nie znasz jej tak dobrze jak ja.. Przekonasz się jutro..
Spojrzałem na niego.
- Dobrze... - odparłem i wróciłem do siebie..
Od Amy CD. James
- Moje serce zostaw w spokoju, nie próbuj się do mnie zbliżyć... Jesteś skazany ma porażkę. Nigdy więcej tego nie rób, bo serio Ci coś zrobię. Nie będzie mnie obchodziło czy Alfa mnie wydali,czy nawet mnue zabije. - Cofnęłam się o kilkanaście kroków, moje ciało nakazywało mi go zabić, no ale proszę zabijasz kogoś po dwóch dniach, nie no wręcz świetne. - Zostaw mnie. - Warknęłam na niego, ta jego arogancja kiedyś go zgubi.
- Ostra... - Przekręcił lekko łeb.
- Brak mi słów, żeby opisać jak głupi, bezczelny, arogancki jesteś. - Gdyby mój wzrok mógł ciskać piorunami... - Do nie zobaczenia. - Skierowałam się w stronę wodospadu.
< James? >
- Ostra... - Przekręcił lekko łeb.
- Brak mi słów, żeby opisać jak głupi, bezczelny, arogancki jesteś. - Gdyby mój wzrok mógł ciskać piorunami... - Do nie zobaczenia. - Skierowałam się w stronę wodospadu.
< James? >
Od Jamesa CD. Amy
- Jeszcze czego, jesteś bezczelny... mam lepsze rzeczy do roboty niż uganianie się za takim podrywaczem. - Obróciła się, chyba znowu podniosłem jej ciśnienie.
- Ał.. - mruknąłem.
Rozejrzałem się dookoła.
- Azzai ?
Amy spojrzała na mnie.
- Oi.. Azzai ? - zawołałem
Nie było jej. Pewnie poszła sama do domu.
- No cóż. Najwidoczniej sama wróciła...
- A ty co ? Jej ochroniarz.
- Nie. Po prostu Spirits mnie o to poprosił. Czekam na awans więc wykonuje jego polecenia. - zaśmiałem się.
- Możesz o nim pomarzyć. Nigdy nie staniesz się Deltą.
- Dlaczego ?
- Z taką postawą. Śmieszny jesteś.
- A się jeszcze zdziwisz kochanieńka.
- Ja Ci dam kochanieńka! - warknęła skacząc na mnie. Pozwoliłem jej na mnie wylądować. Teraz obaj leżeliśmy na ziemi. Dlaczego z tego nie skorzystać ?
Polizałem ją w policzek. Odskoczyła jak oparzona.
Teraz warczała. Prawdopodobnie był by to mój koniec, ale ja się i tak śmiałem.
- Ja się nie poddam. Rozmrożę twoje serce nawet jeżeli moje zamarznie. - zaśmiałem się. - Ku*wa. Brzmię jak z jakiejś taniej telenoweli.. Schodzę na psy. - zaśmiałem się i zacząłem się oddalać.
<Amy?>
- Ał.. - mruknąłem.
Rozejrzałem się dookoła.
- Azzai ?
Amy spojrzała na mnie.
- Oi.. Azzai ? - zawołałem
Nie było jej. Pewnie poszła sama do domu.
- No cóż. Najwidoczniej sama wróciła...
- A ty co ? Jej ochroniarz.
- Nie. Po prostu Spirits mnie o to poprosił. Czekam na awans więc wykonuje jego polecenia. - zaśmiałem się.
- Możesz o nim pomarzyć. Nigdy nie staniesz się Deltą.
- Dlaczego ?
- Z taką postawą. Śmieszny jesteś.
- A się jeszcze zdziwisz kochanieńka.
- Ja Ci dam kochanieńka! - warknęła skacząc na mnie. Pozwoliłem jej na mnie wylądować. Teraz obaj leżeliśmy na ziemi. Dlaczego z tego nie skorzystać ?
Polizałem ją w policzek. Odskoczyła jak oparzona.
Teraz warczała. Prawdopodobnie był by to mój koniec, ale ja się i tak śmiałem.
- Ja się nie poddam. Rozmrożę twoje serce nawet jeżeli moje zamarznie. - zaśmiałem się. - Ku*wa. Brzmię jak z jakiejś taniej telenoweli.. Schodzę na psy. - zaśmiałem się i zacząłem się oddalać.
<Amy?>
Od Amy CD. James
Wywróciłam oczyma, ten basior zaczął mnie irytować. Czysty podrywacz, niestety trafił na tryb wadery która nie ma uczuć, oraz nic sobie z tego nie robi. Uwolniłam go z mojej pułapki. - Nie denerwuj mnie więcej, no chyba ze chcesz skończyć z zamrożonym sercem. A lodowe serce nie ma lekarstwa. -Spojrzałam na niego.
- Uważaj, bo się ciebie boję. - Podszedł do mnie. -Przyznaj wiedźmo, wpadłem Tobie w oko i dlatego mnie wypuściłaś.
- Jeszcze czego, jesteś bezczelny... mam lepsze rzeczy do roboty niż uganianie się za takim podrywaczem. - Obróciłam się napięcie, znowu mi podniósł ciśnienie.
< James? >
- Uważaj, bo się ciebie boję. - Podszedł do mnie. -Przyznaj wiedźmo, wpadłem Tobie w oko i dlatego mnie wypuściłaś.
- Jeszcze czego, jesteś bezczelny... mam lepsze rzeczy do roboty niż uganianie się za takim podrywaczem. - Obróciłam się napięcie, znowu mi podniósł ciśnienie.
< James? >
Od Jamesa CD. Amy
Miała mnie.
Równie dobrze mogłem użyć telepatii żeby psychicznie ją powalić, ale wolałem zobaczyć co z tego wyniknie.
Azzai patrzyła na nas. Była lekko przestraszona.
Witaj w naszym świecie! - zaśmiałem się w duchu.
Amy patrzyła na mnie tym swoim złowrogim wzrokiem.
Chole*a.. - myślałem - Jasna chole*a!
- I to mi się w Tobie podoba.. - odparłem patrząc jej w oczy.
- Co ? - spojrzała na mnie zdziwiona
- Chyba mam do Ciebie słabość.. - stwierdziłem z szyderczym uśmiechem.
<Amy?>
Równie dobrze mogłem użyć telepatii żeby psychicznie ją powalić, ale wolałem zobaczyć co z tego wyniknie.
Azzai patrzyła na nas. Była lekko przestraszona.
Witaj w naszym świecie! - zaśmiałem się w duchu.
Amy patrzyła na mnie tym swoim złowrogim wzrokiem.
Chole*a.. - myślałem - Jasna chole*a!
- I to mi się w Tobie podoba.. - odparłem patrząc jej w oczy.
- Co ? - spojrzała na mnie zdziwiona
- Chyba mam do Ciebie słabość.. - stwierdziłem z szyderczym uśmiechem.
<Amy?>
Od Amy CD. James
- Ostrzegałam cię... - Warknęłam na niego, nie mogłam się opanować. Skoczyłam prosto na niego, zaczęliśmy się turlać po ziemi. Nie pozwalałam mu się ruszyć, mój cień przejął nad nim kontrolę. Teraz musiał wykonać każdy mój ruch, nie mógł nawet korzystać ze swoich mocy. Uśmiechnęłam się,jego siła na nic się nie zda.
- Ej... co się dzieje...
- oh, to tylko taniec cieni. Jesteś moją marionetką, musisz wykonać każdy mój ruch. -Wstałam z niego, on uczynił to samo. Podniosłam łapę do góry, bez wahania basior Powtórzył mój gest. Miałam nad nim władze, nic nie mogło zerwać mojego cienia.
< James ? >
- Ej... co się dzieje...
- oh, to tylko taniec cieni. Jesteś moją marionetką, musisz wykonać każdy mój ruch. -Wstałam z niego, on uczynił to samo. Podniosłam łapę do góry, bez wahania basior Powtórzył mój gest. Miałam nad nim władze, nic nie mogło zerwać mojego cienia.
< James ? >
Od Jamesa CD. Azzai/Amy
Szedłem z Azzai w ciszy. Jakoś nie miałem ochoty z nią gadać. Byłem zmęczony.
- Długo jesteś w watasze ? - spytała
- Dość długo..
- Yhymm.. Ile masz lat ?
- Wystarczająco dużo..
- Hmm.. długo znasz Spiritsa ?
- Długo..
- Kim jesteś ?
- Wilkiem..
- Chodzi mi o zawód. - zaśmiała się
- Zabójca..
- Oj.. - cisza.
- A co - spojrzałem na nią spod byka. - boisz się ? - zbliżyłem się do niej
- Może..
- Pff... - znowu zacząłem iść.
- Masz dziewczynę ?
- Może..- spojrzałem na nią. - A chcesz się ustawić w kolejce do bycia moją dziewczyną ? - zbliżyłem się do niej - nie wal takiego braka.. - zaśmiałem się - co będzie jak będziesz miała chłopaka.
- Bardzo śmieszne. - burknęła wciąż czerwona.
- No bardzo.. - zaśmiałem się.
Nagle poczułem znajomy zapach..
No nie.. tylko nie..
- Ona.. - ja
- On.. - Amy
Powiedzieliśmy równo stając na przeciwko siebie.
- Serio ? - burknęła nie zauważając Azzai. - Przynosisz mi pecha.
- Odezwała się wiedźma. - uśmiechnąłem się.
<Amy ?>
Podoba Ci się jakaś wadera
- Długo jesteś w watasze ? - spytała
- Dość długo..
- Yhymm.. Ile masz lat ?
- Wystarczająco dużo..
- Hmm.. długo znasz Spiritsa ?
- Długo..
- Kim jesteś ?
- Wilkiem..
- Chodzi mi o zawód. - zaśmiała się
- Zabójca..
- Oj.. - cisza.
- A co - spojrzałem na nią spod byka. - boisz się ? - zbliżyłem się do niej
- Może..
- Pff... - znowu zacząłem iść.
- Masz dziewczynę ?
- Może..- spojrzałem na nią. - A chcesz się ustawić w kolejce do bycia moją dziewczyną ? - zbliżyłem się do niej - nie wal takiego braka.. - zaśmiałem się - co będzie jak będziesz miała chłopaka.
- Bardzo śmieszne. - burknęła wciąż czerwona.
- No bardzo.. - zaśmiałem się.
Nagle poczułem znajomy zapach..
No nie.. tylko nie..
- Ona.. - ja
- On.. - Amy
Powiedzieliśmy równo stając na przeciwko siebie.
- Serio ? - burknęła nie zauważając Azzai. - Przynosisz mi pecha.
- Odezwała się wiedźma. - uśmiechnąłem się.
<Amy ?>
Podoba Ci się jakaś wadera
Od Spiritual Sikre CD. James/Azzai
- Haha oj Spirits.. proszę.. - zaśmiała się Azi
- Nie. - uśmiechnąłem się.
Spojrzałem na wejście od mojej jaskini.
- James, co ty tu robisz ?
- Już zapomniałeś, he..? Miałem zdać Ci raport.
- Sorki.
Spojrzał na waderę obok mnie.
- A to ? - spytał
- Azzai. Stara przyjaciółka. - uśmiechnąłem się.
- Jaka stara ?! - zaśmiała się.
- Może ja wpadnę później...- zaproponował James..
- Mógłbyś odprowadzić Azzai ? Jest już ciemno.. - spytałem. - Muszę jeszcze iść do Sarilli, a to w inną stronę.
- Sarilla jest tu ?! - Azi spojrzała na mnie uśmiechnięta.
- Jutro ją odwiedzisz. Mamy coś do roboty.
- Okej... Emmm - podeszła do Jamesa.
- Azzai.. - podała łapę.
- James.. - spojrzał na nią niepewnie i podał łapę.
- Miło mi. - potrząsnęła nią. - Papa ! -krzyknęła
- Cześć. - odparłem.
- Do jutra Spirits. - odparł James i ruszył w swoją stronę razem z Azzai.
- Cześć. - uśmiechnąłem się i pobiegłem do kuzynki.
<James/Azzai?>
- Nie. - uśmiechnąłem się.
Spojrzałem na wejście od mojej jaskini.
- James, co ty tu robisz ?
- Już zapomniałeś, he..? Miałem zdać Ci raport.
- Sorki.
Spojrzał na waderę obok mnie.
- A to ? - spytał
- Azzai. Stara przyjaciółka. - uśmiechnąłem się.
- Jaka stara ?! - zaśmiała się.
- Może ja wpadnę później...- zaproponował James..
- Mógłbyś odprowadzić Azzai ? Jest już ciemno.. - spytałem. - Muszę jeszcze iść do Sarilli, a to w inną stronę.
- Sarilla jest tu ?! - Azi spojrzała na mnie uśmiechnięta.
- Jutro ją odwiedzisz. Mamy coś do roboty.
- Okej... Emmm - podeszła do Jamesa.
- Azzai.. - podała łapę.
- James.. - spojrzał na nią niepewnie i podał łapę.
- Miło mi. - potrząsnęła nią. - Papa ! -krzyknęła
- Cześć. - odparłem.
- Do jutra Spirits. - odparł James i ruszył w swoją stronę razem z Azzai.
- Cześć. - uśmiechnąłem się i pobiegłem do kuzynki.
<James/Azzai?>
Od Azzai CD. Spiritual Sikre
- Chwila... - nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami...
- Azi ? - Spirits chyba się zatrzymał.
"Azii .." słyszałam tylko "Azii..." tylko moje imię i ten głos.
- Azii! - krzyknął Spirits i się odcknęłam.
- Cos Ci się dzieje ? stało ?
- Tak.. widziałam przeszłość.. - powiedziałam przerażona..
- przeszłość ? i co w te przyszłości zauważyłaś ?
- nas....
- ... - Spirits spojrzał na mnie lekko przerażony. -... co ?
- Czy ty należałeś kiedyś do watahy wilczej łapy? (nazwa pierwsza lepsza z brzegu jak coś)
Patrzył na mnie chyba był lekko przestarszony i zdziwiony.
- Tak...
Nie wierzyłam własnym uszom..
- To ja ... Isabell... - szepnęłam
- Isabell... - szepnął. - Jak to możliwe ? Przecie stado przeniosło się na drugą stronę morza..!
- Ale ja i inne wilki wróciliśmy na stare tereny gdzie było bezpieczniej, a ja poszłąm w nienane szukać przygód !
- Ale jak ..? Dlaczego zmieniłąś imię ?
- Ponieważ wolę Azzai.. tak jak się kiedyś bawiliśmy pamiętasz?
- Tak.. ja byłem Spirits, a na ciebie wołaliśmy Azi..
- Boże... jak ja dawno Cię nie widziałem.. - uśmiechnął się.
- Też się cieszę.. - uśmiechnęłam się. - Nie poznałam Cię...wyrosłeś.
- No ba.. wtedy bylismy o dwa lata młodsi..
- Ale ten czas leci, nie?
- Noo.. -zaśmiał się.
Czas zleciał nam na wspominkach..
<Spirits?>
- Azi ? - Spirits chyba się zatrzymał.
"Azii .." słyszałam tylko "Azii..." tylko moje imię i ten głos.
- Azii! - krzyknął Spirits i się odcknęłam.
- Cos Ci się dzieje ? stało ?
- Tak.. widziałam przeszłość.. - powiedziałam przerażona..
- przeszłość ? i co w te przyszłości zauważyłaś ?
- nas....
- ... - Spirits spojrzał na mnie lekko przerażony. -... co ?
- Czy ty należałeś kiedyś do watahy wilczej łapy? (nazwa pierwsza lepsza z brzegu jak coś)
Patrzył na mnie chyba był lekko przestarszony i zdziwiony.
- Tak...
Nie wierzyłam własnym uszom..
- To ja ... Isabell... - szepnęłam
- Isabell... - szepnął. - Jak to możliwe ? Przecie stado przeniosło się na drugą stronę morza..!
- Ale ja i inne wilki wróciliśmy na stare tereny gdzie było bezpieczniej, a ja poszłąm w nienane szukać przygód !
- Ale jak ..? Dlaczego zmieniłąś imię ?
- Ponieważ wolę Azzai.. tak jak się kiedyś bawiliśmy pamiętasz?
- Tak.. ja byłem Spirits, a na ciebie wołaliśmy Azi..
- Boże... jak ja dawno Cię nie widziałem.. - uśmiechnął się.
- Też się cieszę.. - uśmiechnęłam się. - Nie poznałam Cię...wyrosłeś.
- No ba.. wtedy bylismy o dwa lata młodsi..
- Ale ten czas leci, nie?
- Noo.. -zaśmiał się.
Czas zleciał nam na wspominkach..
<Spirits?>
Od Jamesa CD. Amy
- Nie słucham się nikogo, chodzę kiedy, oraz gdzie chcę i nic Ci do
tego, a już na pewno nie wykonuje żadnych rozkazów! - Krzyknęła.
- Tss.. parzy... - mruknąłem pod nosem. - a myślałem że to wilk lodu.
Poszedłem w stronę jaskini alfa, ale była pusta.
No i jak ja mam zdać mu raport jak tego nie ma o umówionej godzinie, hę?!
Usiałem przed wejściem i czekałem na niego.
- Haha oj Spirits, proszę.. - usłyszałem głos jakiejś wadery.
<Spiritual Sikre?>
- Tss.. parzy... - mruknąłem pod nosem. - a myślałem że to wilk lodu.
Poszedłem w stronę jaskini alfa, ale była pusta.
No i jak ja mam zdać mu raport jak tego nie ma o umówionej godzinie, hę?!
Usiałem przed wejściem i czekałem na niego.
- Haha oj Spirits, proszę.. - usłyszałem głos jakiejś wadery.
<Spiritual Sikre?>
Od Spiritual Sikre CD. Azzai
- Nie. - powiedziałem krótko i zacząłem iść w głąb lasu.
- Oj no weź... Łatwiej będzie. - poszła za mną.
- Nie.
- Mogę ?
- Nie.
- Spirits.. proszę.. - nie ustępuje
- Nie.
- No nie bądź taki..
- Nie.
- Ty będziesz mógł mi mówić Azi.. - uśmiechnęła się.
- Nie.
- No ale...
- Już - przerwałem jej - Ci mówiłem Azi, że się nie zgadzam.
- Ej ! - zaśmiała się lekko wkurzona. - Ty możesz, a ja nie ?
- Dokładnie. - uśmiechnąłem się pod nosem.
- To niewiarygodne ! - zaczęła wydziwiać śmiejąc się.
- Ale prawdziwe.. - spojrzałem na nią szczerząc kły.
<Azi?>
- Oj no weź... Łatwiej będzie. - poszła za mną.
- Nie.
- Mogę ?
- Nie.
- Spirits.. proszę.. - nie ustępuje
- Nie.
- No nie bądź taki..
- Nie.
- Ty będziesz mógł mi mówić Azi.. - uśmiechnęła się.
- Nie.
- No ale...
- Już - przerwałem jej - Ci mówiłem Azi, że się nie zgadzam.
- Ej ! - zaśmiała się lekko wkurzona. - Ty możesz, a ja nie ?
- Dokładnie. - uśmiechnąłem się pod nosem.
- To niewiarygodne ! - zaczęła wydziwiać śmiejąc się.
- Ale prawdziwe.. - spojrzałem na nią szczerząc kły.
<Azi?>
Od Azzai CD. Spiritual Sikre
- A mogę?
- Pewnie. Jest nas dopiero ósemka, ale sobie radzimy. - uśmiechnął się mile.
- Hmm.. Chyba się skusze, ale chciałabym żebyś to ty mnie oprowadził po terenach..
- No nie wiem. Mam sporo pracy. - Spojrzał w głąb lasu.
- Oj proszę. Tak ładnie, ładnie proszę.
- Hyh.. Jesteś jakaś inna.
- Emm.. dziękuję? - uśmiechnęłam się. - Nie daj się prosić jeszcze bardziej. Spirirutriual Sikirrre...
- Spiritual Sikre. - poprawił mnie.
- Za trudne masz to imię. - palnęłam.. - hmm.. - zastanowiłam się. - mogę Ci mówić Spiritis?
<Spiritual Sikre?>
- Pewnie. Jest nas dopiero ósemka, ale sobie radzimy. - uśmiechnął się mile.
- Hmm.. Chyba się skusze, ale chciałabym żebyś to ty mnie oprowadził po terenach..
- No nie wiem. Mam sporo pracy. - Spojrzał w głąb lasu.
- Oj proszę. Tak ładnie, ładnie proszę.
- Hyh.. Jesteś jakaś inna.
- Emm.. dziękuję? - uśmiechnęłam się. - Nie daj się prosić jeszcze bardziej. Spirirutriual Sikirrre...
- Spiritual Sikre. - poprawił mnie.
- Za trudne masz to imię. - palnęłam.. - hmm.. - zastanowiłam się. - mogę Ci mówić Spiritis?
<Spiritual Sikre?>
Od Spiritual Sikre CD. Azzai
- A co oznacza ? - spytała.
- Duchowa Iskra..
- Ładnie..
- A twoje coś oznacza ?
- Niezbyt. - odparła z uśmiechem. - Jak nazywa się twoja wataha - spytała kiedy pochyliłem łeb żeby się napić.
- Wilcza Iskra..
- Iskra.. Znowu.. hah - zaśmiała się. - Świetliście tu macie, hę ?
- Można tak to ująć. - zacząłem pić. - Chcesz dołączyć ?
<Azzai?>
- Duchowa Iskra..
- Ładnie..
- A twoje coś oznacza ?
- Niezbyt. - odparła z uśmiechem. - Jak nazywa się twoja wataha - spytała kiedy pochyliłem łeb żeby się napić.
- Wilcza Iskra..
- Iskra.. Znowu.. hah - zaśmiała się. - Świetliście tu macie, hę ?
- Można tak to ująć. - zacząłem pić. - Chcesz dołączyć ?
<Azzai?>
Od Azzai CD. Spiritual Sikre
- Cześć. - odparł.
- Witaj.. - spojrzałam na niego.
- Nie jesteś stąd.. - rzucił.
- A skąd wiesz?
- Ponieważ to ja jestem tutaj alfą. - dodał.
- Oj.. sorki.. masz mnie. - uśmiechnęłam się. - Mam na imię Azzai.
- Miło mi. Jestem Spiritual Sikre.
- Heh mi również miło.. Masz całkiem długie imię.. - odparłam wpatrując się w jego oczy.
- Tak dość długie. - uśmiechnął się.
<Spiritual Sikre?>
- Witaj.. - spojrzałam na niego.
- Nie jesteś stąd.. - rzucił.
- A skąd wiesz?
- Ponieważ to ja jestem tutaj alfą. - dodał.
- Oj.. sorki.. masz mnie. - uśmiechnęłam się. - Mam na imię Azzai.
- Miło mi. Jestem Spiritual Sikre.
- Heh mi również miło.. Masz całkiem długie imię.. - odparłam wpatrując się w jego oczy.
- Tak dość długie. - uśmiechnął się.
<Spiritual Sikre?>
Od Amy CD. James
- Wait What... - Szczęka mi opadła, nie dość że muszę z nim pracować na tym samym stanowisku, to jeszcze jest moim szefem...
- Tak, dobrze słyszałaś jestem Twoim szefem. - Zaśmiał się, boże miałam ochotę mu przywalić... No, ale nie będę się bić z innymi w pierwszym dniu... Jeszcze mnie wywalą i nie będzie przyjemnie.
- Niedoczekani Twoje... - Warknęłam.
- Musisz się mnie słuchać, czy tego chcesz czy też nie. Jesteś waderą na posyłki, musisz wykonywać to co mówię.
- Słuchaj..- Wkurzyłam się, podeszłam do niego i zmierzyłam go wzrokiem. - Nie słucham się nikogo, chodzę kiedy, oraz gdzie chcę i nic Ci do tego, a już na pewno nie wykonuje żadnych rozkazów ! - Krzyknęłam.
< James ? >
- Tak, dobrze słyszałaś jestem Twoim szefem. - Zaśmiał się, boże miałam ochotę mu przywalić... No, ale nie będę się bić z innymi w pierwszym dniu... Jeszcze mnie wywalą i nie będzie przyjemnie.
- Niedoczekani Twoje... - Warknęłam.
- Musisz się mnie słuchać, czy tego chcesz czy też nie. Jesteś waderą na posyłki, musisz wykonywać to co mówię.
- Słuchaj..- Wkurzyłam się, podeszłam do niego i zmierzyłam go wzrokiem. - Nie słucham się nikogo, chodzę kiedy, oraz gdzie chcę i nic Ci do tego, a już na pewno nie wykonuje żadnych rozkazów ! - Krzyknęłam.
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy
- Jesteś irytujący... - obróciła się.
Spojrzałem na nią.
- Jedz nie marudź. - burknąłem.
- Pff.. Nie będę jeść z kimś takim! - rzuciał
- Jak chcesz. - wzruszyłem ramionami. Ułożyła się w cieniu drzewa i patrzyła na MNIE jak na ofiarę. Aż chciało mi się śmiać. Kiedy skończyłem przeciągnąłem zwierzynę do niej. - Lepiej zjedz szybko bo mięso leżało na słońcu. - odparłem tak jakby sama tego nie widziała.
- Zamknij się! - warknęła - Ślepa nie jestem.
Spojrzałem na nią poważniej.
- Uważaj do kogo mówisz. - warknąłem.
- Hę?! - odwróciła się i spojrzała na mnie.
- Rozmawiasz z dowódcą. - burknąłem. - Zjedz. Pewnie zobaczymy się jutro. Cześć. - mruknąłem i zacząłem odchodzić.
<Amy?>
Spojrzałem na nią.
- Jedz nie marudź. - burknąłem.
- Pff.. Nie będę jeść z kimś takim! - rzuciał
- Jak chcesz. - wzruszyłem ramionami. Ułożyła się w cieniu drzewa i patrzyła na MNIE jak na ofiarę. Aż chciało mi się śmiać. Kiedy skończyłem przeciągnąłem zwierzynę do niej. - Lepiej zjedz szybko bo mięso leżało na słońcu. - odparłem tak jakby sama tego nie widziała.
- Zamknij się! - warknęła - Ślepa nie jestem.
Spojrzałem na nią poważniej.
- Uważaj do kogo mówisz. - warknąłem.
- Hę?! - odwróciła się i spojrzała na mnie.
- Rozmawiasz z dowódcą. - burknąłem. - Zjedz. Pewnie zobaczymy się jutro. Cześć. - mruknąłem i zacząłem odchodzić.
<Amy?>
Od Amy CD. James
- Przestań mnie nazywać wiedźmą, chyba ze chcesz źle skończyć. - Warknęłam na niego, miałam już dosyć tego dnia. Ledwo co się go wczoraj pozbyłam, to dziś znowu ktoś mi go przywiał.
- Uważaj, bo się przestraszę, zaśmiał się ze mnie.
- Jesteś irytujący... - Obróciłam się, najchętniej to bym sama siedziała na roli zabójcy. No, ale cóż ktoś był szybszy i wziął to stanowisko. Ten basior mnie irytował,no ale cóż trzeba wytrzymać.
< James ? >
- Uważaj, bo się przestraszę, zaśmiał się ze mnie.
- Jesteś irytujący... - Obróciłam się, najchętniej to bym sama siedziała na roli zabójcy. No, ale cóż ktoś był szybszy i wziął to stanowisko. Ten basior mnie irytował,no ale cóż trzeba wytrzymać.
< James ? >
Od Jamesa CD. Amy
- O nie. Znowu ty...
- Surprise witch. - warknąłem i gwałtownie wstałem.
Zignorowałem ją i zacząłem biec za uciekającą zwierzyną. Według innych mógłbym już nie mieć szans żeby go załapać, ale od czego ja mam moje wyczulone zmysł..?
Zaśmiałem się w duchu i przyśpieszyłem. Gdy byłem koło zwierzyny przewróciłem ją, a nagle Amy wyskoczyła i wyrwała mu tchawice z gardła.
Chole*a jasna ! - pomyślałem
- To jest moje ! - warknęła.
- O nie, nie wiedźmo. To ja go złapałem.
- Ale ja zabiłam.
- Gdyby nie ja, nie zabiłabyś go.
- Pff.. brednie. - olałem ją zacząłem jest na otwartym terenie.
- Ty..! - mruczała.
<Amy?>
- Surprise witch. - warknąłem i gwałtownie wstałem.
Zignorowałem ją i zacząłem biec za uciekającą zwierzyną. Według innych mógłbym już nie mieć szans żeby go załapać, ale od czego ja mam moje wyczulone zmysł..?
Zaśmiałem się w duchu i przyśpieszyłem. Gdy byłem koło zwierzyny przewróciłem ją, a nagle Amy wyskoczyła i wyrwała mu tchawice z gardła.
Chole*a jasna ! - pomyślałem
- To jest moje ! - warknęła.
- O nie, nie wiedźmo. To ja go złapałem.
- Ale ja zabiłam.
- Gdyby nie ja, nie zabiłabyś go.
- Pff.. brednie. - olałem ją zacząłem jest na otwartym terenie.
- Ty..! - mruczała.
<Amy?>
Od Amy CD. James
- Wywalaj... - Warknelamtna niego, miałam dosyć tego wszystkiego. Ten James, matko ile będę musiała z nim wytrzymać... Położyłam się na ziemi, przymknęłam oczy chciałam jak najszybciej zasnąć. Heh, czasami musze uważać z moimi zachciankami...
* Ranek *
Wstałam na równe nogi, mój brzuch domagał się jedzenia. Wyruszyłam szybkim krokiem na polanę łowiecką. Trawa była strasznie wysoka, nie przeszkodziło mi to jednak w polowaniu. Zaczęłam się skradać, coś przedemna poruszyło się w trawie.
- Hah, już jesteś mój jeleniu... - Skoczyłam, Wpadłam prosto na moją zwierzynę. Powaliłam ją na ziemię, zaraz... No niestety było już za późno, To nie jeleń leżał pod moimi łapami... tylko James.. - No nie, znowu Ty... Zeszłam z niego.
< James >
* Ranek *
Wstałam na równe nogi, mój brzuch domagał się jedzenia. Wyruszyłam szybkim krokiem na polanę łowiecką. Trawa była strasznie wysoka, nie przeszkodziło mi to jednak w polowaniu. Zaczęłam się skradać, coś przedemna poruszyło się w trawie.
- Hah, już jesteś mój jeleniu... - Skoczyłam, Wpadłam prosto na moją zwierzynę. Powaliłam ją na ziemię, zaraz... No niestety było już za późno, To nie jeleń leżał pod moimi łapami... tylko James.. - No nie, znowu Ty... Zeszłam z niego.
< James >
Od Spiritual Sikre
Błękitne jezioro, łączyło sie błękitnym niebem nieopodal od jaskini Sarilli.
- Witaj Spirits. - uśmiechnęła się moja kuzynka. - Jesteś dziś wyjątkowo później niż zazwyczaj. - stwierdziła.
- Sorki. Po drodze spotkałem Jamesa i nową waderę..
- James to ten wilk który nie lubi tłoków, tak?
- Yhym. - usiadłem.
- A ta nowa? Dołączyła do nas ?
- Tak. Ma na imię Amy. Kazałem Jamesowi ją oprowadzić. To honorowy gość. Wie gdzie jego miejsce w hierarchii. Miły gostek.
- Może się zaprzyjaźnicie.
- Wątpię. - mruknąłem. - Jest dość tajemniczy, ale warto spróbować.
Po udanym śniadaniu, które właściwie było obiadem pożegnałem się z Sarillą i podziękowałem za posiłek.
- Widzimy się później. - odparłem i ruszyłem przed siebie.
Przy strumieniu zauważyłem jakiegoś wilka...
- Cześć. - odparłem.
<Ktoś?>
- Witaj Spirits. - uśmiechnęła się moja kuzynka. - Jesteś dziś wyjątkowo później niż zazwyczaj. - stwierdziła.
- Sorki. Po drodze spotkałem Jamesa i nową waderę..
- James to ten wilk który nie lubi tłoków, tak?
- Yhym. - usiadłem.
- A ta nowa? Dołączyła do nas ?
- Tak. Ma na imię Amy. Kazałem Jamesowi ją oprowadzić. To honorowy gość. Wie gdzie jego miejsce w hierarchii. Miły gostek.
- Może się zaprzyjaźnicie.
- Wątpię. - mruknąłem. - Jest dość tajemniczy, ale warto spróbować.
Po udanym śniadaniu, które właściwie było obiadem pożegnałem się z Sarillą i podziękowałem za posiłek.
- Widzimy się później. - odparłem i ruszyłem przed siebie.
Przy strumieniu zauważyłem jakiegoś wilka...
- Cześć. - odparłem.
<Ktoś?>
Od James CD. Amy
- Proszę Cię... przewiduje przyszłość... każdy Twój ruch będzie mi znany... - Ominęła mnie.
- Ale warto spróbować, nie? - zaśmiałem się. Złapałem za patyk na ziemi. - Orientuj się! - rzuciłem w jej stronę i podbiegłem do niej. Odskoczyła i wpadła na mnie.
- Nie leć tak na mnie. - zaśmiałem się.
- Co? Ja wcale nie..! - odskoczyła jak oparzona
- Żartujesz cobie? Po prostu wpadłaś mi w ramiona!
- Jeżeli chcesz w to wierzyć.. - mruknęła. - Idź stąd! Chce odpocząć.
- Wiedźma ma gorsze dni. - zaśmiałem się spojrzałą na mnie jak z pod byka. - No już idę. - uśmiechnąłem się. - Cześć. Do zobaczenia w robocie.
<Amy?>
- Ale warto spróbować, nie? - zaśmiałem się. Złapałem za patyk na ziemi. - Orientuj się! - rzuciłem w jej stronę i podbiegłem do niej. Odskoczyła i wpadła na mnie.
- Nie leć tak na mnie. - zaśmiałem się.
- Co? Ja wcale nie..! - odskoczyła jak oparzona
- Żartujesz cobie? Po prostu wpadłaś mi w ramiona!
- Jeżeli chcesz w to wierzyć.. - mruknęła. - Idź stąd! Chce odpocząć.
- Wiedźma ma gorsze dni. - zaśmiałem się spojrzałą na mnie jak z pod byka. - No już idę. - uśmiechnąłem się. - Cześć. Do zobaczenia w robocie.
<Amy?>
Od Amy CD. James
No chyba go do reszty powaliło, może zaszkodziła mu ta woda z jeziora. Chociaż, powinnam go nauczyć że ze mną nie można zadzierać. - Z Tobą chyba jest gorzej... - Mruknęłam zniesmaczona.
- Ja się czuje wyśmienicie, nie wiem jak Ty... - Przekręcił lekko głowę.
- Tak, już widzę to Twoje dobre sampoczucie... - Obróciłam się, chciałam się położyć. Coś zaszeleściło za moimi plecami, zrobiłam zgrabny unik. Ktoś przeleciał nad moją głową, James chciał mnie chyba nastraszyć. - Proszę Cię... przewiduje przyszłość... każdy Twój ruch będzie mi znany... - Ominęłam go.
< James, ? >
- Ja się czuje wyśmienicie, nie wiem jak Ty... - Przekręcił lekko głowę.
- Tak, już widzę to Twoje dobre sampoczucie... - Obróciłam się, chciałam się położyć. Coś zaszeleściło za moimi plecami, zrobiłam zgrabny unik. Ktoś przeleciał nad moją głową, James chciał mnie chyba nastraszyć. - Proszę Cię... przewiduje przyszłość... każdy Twój ruch będzie mi znany... - Ominęłam go.
< James, ? >
Od Jamesa CD. Amy
- Mama Cię nie nauczyła, ze to nie ładnie się tak gapić..?
- Oczy mam po to żeby się patrzeć, wiedźmo - zaśmiałem się.
Nagle z jaskini wyleciał spory kamień lodu.
Odskoczyłem na bok, a lód roztrzaskał się o ziemię.
Chole*a.. co za wiedźma.. - myślałem.
- Uważaj bo komuś tym oko wybijesz. - zaśmiałem się. - Przyprowadziłem Cię tu więc... ile mi za to zapłacisz?
- Nie mam niczego cennego przy sobie, przykro mi..
- Zawsze możesz zapłacić w naturze..
- Nigdy w życiu!
Zaśmiała się, ja również.
Pierwszy raz odkąd pamiętam śmieje się tyle w jeden dzień. Interesujące..- pomyślałem
<Amy?>
- Oczy mam po to żeby się patrzeć, wiedźmo - zaśmiałem się.
Nagle z jaskini wyleciał spory kamień lodu.
Odskoczyłem na bok, a lód roztrzaskał się o ziemię.
Chole*a.. co za wiedźma.. - myślałem.
- Uważaj bo komuś tym oko wybijesz. - zaśmiałem się. - Przyprowadziłem Cię tu więc... ile mi za to zapłacisz?
- Nie mam niczego cennego przy sobie, przykro mi..
- Zawsze możesz zapłacić w naturze..
- Nigdy w życiu!
Zaśmiała się, ja również.
Pierwszy raz odkąd pamiętam śmieje się tyle w jeden dzień. Interesujące..- pomyślałem
<Amy?>
Od Amy CD. James
- Nie denerwuj się tak, bo ci żyłka pęknie... - Spojrzałam na niego. - Nawet ładne jaskinię macie... - Skierowałam się w stronę jednej z nich, miałam wrażenie ze jest cała z lodu. Taka też była, po prostu czysta magia trzymała ją tutaj. Poczułam się jak w domu, pozwoliłam swoim mocą działać. Wokół mnie pojawiły się kawałki lodu, zaczęły one lewitować nad ziemią. Uderzyłam łapą o ziemię, wnętrze jaskini zaczęło się zmieniać. W jednym kącie powstało wybrzuszenie, mogłam się tam spokojnie położyć i zasnąć. Nie był to koniec, na ścianach pojawiły się rysunki. Wyglądało idealnie, usiadłam w samym środku nowego domu. Po 10 minutach zorientowałam się, ze James siedzi tam dalej. Niechętnie wyszłam na zewnątrz, wilk przyglądał mi się uważnie, chyba znalazł we mnie rywale.
- Mama Cię nie nauczyła, ze to nie ładnie się tak gapić..?
< James ? >
- Mama Cię nie nauczyła, ze to nie ładnie się tak gapić..?
< James ? >
Od James CD. Amy
Warczała co doprowadzało mnie do szału.
- Przymkniesz się w końcu?!
Już miała mi odszczekać kiedy oboje dostaliśmy w łeb.. orzeszkiem?
Spojrzałem w górę. Trzy wiewiórki siedziały na drzewie, bawiły się i rzucały w nas czym popadnie. To było nawet zabawne.
- Zrób coś ! - warknęła kiedy ja się śmiałem widząc jej wkurzoną twarz.
- Ahahaha... i co niby mam zrobić? Zabić je?
- Hehe, dalej, przy odrobinie szczęścia, może uda Ci się je pokonać. Ja będę sędzią!
- Pff.. - mruknąłem uśmiechając się pod nosem. - Chodź to niedaleko.
Szliśmy jakiś kawałek w ciszy.
- Miałeś już dziewczynę? - wypaliła
- Czemu Cię to interesuje?
- Serio? Jakaś z Tobą wytrzymała?
- Haha dziwi Cię to?
zaśmiała się.
- Współczuje jej...
Dziwna wilczyca.. - myślałem.
- Zaraz będziemy. Wybierzesz sobie jakąś.. - mruknąłem.
<AMy?>
- Przymkniesz się w końcu?!
Już miała mi odszczekać kiedy oboje dostaliśmy w łeb.. orzeszkiem?
Spojrzałem w górę. Trzy wiewiórki siedziały na drzewie, bawiły się i rzucały w nas czym popadnie. To było nawet zabawne.
- Zrób coś ! - warknęła kiedy ja się śmiałem widząc jej wkurzoną twarz.
- Ahahaha... i co niby mam zrobić? Zabić je?
- Hehe, dalej, przy odrobinie szczęścia, może uda Ci się je pokonać. Ja będę sędzią!
- Pff.. - mruknąłem uśmiechając się pod nosem. - Chodź to niedaleko.
Szliśmy jakiś kawałek w ciszy.
- Miałeś już dziewczynę? - wypaliła
- Czemu Cię to interesuje?
- Serio? Jakaś z Tobą wytrzymała?
- Haha dziwi Cię to?
zaśmiała się.
- Współczuje jej...
Dziwna wilczyca.. - myślałem.
- Zaraz będziemy. Wybierzesz sobie jakąś.. - mruknąłem.
<AMy?>
Od Spiritual Sikre CD. Amy/James
Była niezadowolona.
- Macie może miejsce dla zabójcy ?
- Nie. - burknął James bez zawahania. Uszczypnąłem go. - Tsk.. - skrzywił się.
- Nie słuchaj go. - odparłem. - Mamy miejsce dla zabójców.
- Idealnie.. - spojrzałem na Jamesa który patrzył w dal.
- A tak, idealnie. James .. ee... jak Ci na imię ? - spojrzałem na nią.
- Amy.
- James, oprowadzisz Amy po terenach. Może poszukacie jakiś jaskiń, nor ? Jesteś w tym dobry.
- Co ?! - warknęli oboje.
- Hehe.. Przymknąć się ! - warknąłem. Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
- Spirits ? .. - powiedział James.
- Nie pozwoliłem Ci się tak do mnie zwracać ! - odparłem - Tylko nieliczni mogą tak mówić.
- Dobrze, dobrze Spiritual Sikre.. - mruknął.
- Od razu lepiej. A teraz idźcie.
- Ale..
- James. Potrzebujesz rozrywki. - zaśmiałem się.
- Pff... dobra panie alfo. - ruszył w stronę Amy.
- Tylko mi się tam nie pogryźcie. - zaśmiałem się jeszcze raz widząc jak ignorują mnie i warczą na siebie.
Oboje są zabójcami. Powinni się dogadać.
<Amy ? James ?>
- Macie może miejsce dla zabójcy ?
- Nie. - burknął James bez zawahania. Uszczypnąłem go. - Tsk.. - skrzywił się.
- Nie słuchaj go. - odparłem. - Mamy miejsce dla zabójców.
- Idealnie.. - spojrzałem na Jamesa który patrzył w dal.
- A tak, idealnie. James .. ee... jak Ci na imię ? - spojrzałem na nią.
- Amy.
- James, oprowadzisz Amy po terenach. Może poszukacie jakiś jaskiń, nor ? Jesteś w tym dobry.
- Co ?! - warknęli oboje.
- Hehe.. Przymknąć się ! - warknąłem. Spojrzeli na mnie ze zdziwieniem.
- Spirits ? .. - powiedział James.
- Nie pozwoliłem Ci się tak do mnie zwracać ! - odparłem - Tylko nieliczni mogą tak mówić.
- Dobrze, dobrze Spiritual Sikre.. - mruknął.
- Od razu lepiej. A teraz idźcie.
- Ale..
- James. Potrzebujesz rozrywki. - zaśmiałem się.
- Pff... dobra panie alfo. - ruszył w stronę Amy.
- Tylko mi się tam nie pogryźcie. - zaśmiałem się jeszcze raz widząc jak ignorują mnie i warczą na siebie.
Oboje są zabójcami. Powinni się dogadać.
<Amy ? James ?>
Od Amy CD. James/Spiritual Sikre
- No i co z tego... Przyszłam napić się wody, jezioro jest ogromne, wątpię ze ktoś z was, albo nawet cała wasza wataha zdołała wypić wszystko. - Odpowidziałam, wkładając w słowa jak najwięcej jadu. - Zluzujcie, musicie mieć trochę więcej dystansu. Gdybym chciała wam coś zrobić, już bym to uczniła. - Usiadłam na ziemi.
- Nie zaponmnij, gdzie się znajdujesz... - Upomniał mnie wilk.
- Hmm, chyba na terenach Twojej watahy. Mówiłeś mi już o tym, więc nie sposób zapomnieć...
- Jesteś bezczelna... - Odezwał sie... yyy James..?
- A ty co, święty.? - Westchnęłam lekko. - Dobra, przepraszam za wtargniecie na wasze tereny... - Byłam nie zadowolona. - Macie może miejsce dla zabójcy..?
< Spirit ? Mogę ci tak mówić? :3 >
- Nie zaponmnij, gdzie się znajdujesz... - Upomniał mnie wilk.
- Hmm, chyba na terenach Twojej watahy. Mówiłeś mi już o tym, więc nie sposób zapomnieć...
- Jesteś bezczelna... - Odezwał sie... yyy James..?
- A ty co, święty.? - Westchnęłam lekko. - Dobra, przepraszam za wtargniecie na wasze tereny... - Byłam nie zadowolona. - Macie może miejsce dla zabójcy..?
< Spirit ? Mogę ci tak mówić? :3 >
Subskrybuj:
Komentarze
(
Atom
)
