- Myślisz, że zawalę misję...? - Spojrzałam na niego rozbawiona. - Nawet nie wiesz na co mnie stać. - Zaczęłam go okrążać, jak ofiarę... - Przyjąłeś pod swój dach istną maszynę do zabijania, która przywidzi Twój ruch, przejmie władzę nad Twoimi ciałem, krótko mówiąc staniesz się moją marionetką. Wilczyca, która umie cofać się w czasie o kilkanaście minut, żeby tylko naprawić błąd, czyste combo... Prawda... A na dodatek, może skuć Twoje serce lodem żebyś umierał bardzo powoli, na to nie ma lekarstwa. - Zaśmiałam się uwodzicielsko, zanim zdąż cokolwiek wykonać ruszyłam biegiem przed Siebie, musiałam ratować tego debila. Boże, powiedz mi czemu z niego taki tępy basior... Dobra, koniec o nim trzeba pomyśleć, jak mam przekraść się niezauważona na ich tereny. To było wyzwanie, wcześniej szkoliłam się na cihcego zabójcę, ale zrezygnowałam. Teraz wiem, że to był ogromny błąd... No cóż, czasu niestety nie cofnę...
Minęłam granice watahy, w duchu miałam nadzieję że jeszcze nie jest za późno. Zaczęłam rozglądać się wokoło, z każdym kilometrem tereny zaczęły się zmieniać, zwierząt ubywać... Alfa mówił prawdę, to było okropne... Po kilku sekundach do mojego nosa trafiła znana mi woń, natrafiłam na ślad mojego towarszysza. Przebiegał tędy dosyć dawno. Zaczęłam biec jeszcze szybciej, zapach Jamesa stawał się coraz silniejszy... Jednak niepokoiło mnie jedno, gdzieniegdzie mogłam wyczuć krew... Nie... No chyba was pogrzało, co za debil puścił się na misję samobójczą... W krzakach zauważyłam wystające kończyny jednego z wilków, zatrzymałam się na kilka sekund, odetchnęłam z ulgą widząc, że to nie James. Ruszyłam dalej, im więcej metrów przebiegłam, tym więcej ciał znalazłam. Naliczyłam ich już chyba 5...
W oddali widziałam kilka postaci, jedną z nich był James... Wrogowie otoczyli basiora, musiałam jakoś zareagować zanim będzie za poźno. Podczas biegu uderzyłam łapą o ziemię tak mocno, że uwolniłam swoją moc lodu i śniegu. Ciemne chmury przesłoniły niebo, pierwsze płatki śniegu spadły na ziemię. Rozpoczęła się prawdziwa nawałnica, było tak gęsto że nie można było zobaczyć czubka własnego nosa. To był idealny moment, żeby móc się ukryć w pobliskich krzakach. Dobiegłam do Jamesa, nie wiem jak mi się to udało bardzo mnie kusiło, żeby zabić wrogów. No cóż, musiałam wypełnić rozkaz Alfy. Złapałam go za kark, zaciągnęłam do krzaków nie powinni nas wyczuć. Snieg, przykrył nasze ślady i dalej pada.
- Ty Idioto.. - Syknęłam mu do ucha, uderzyłam go przy tym łapą. Chciałam się na niego rzucić, ale nie mogłam. Musieliśmy leżeć bardzo blisko siebie, żeby zarośla mogły nas pomieścić. - Co Ty sobie myślałeś ! - Dalej mówiłam szeptem
< James ?>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Zanim napiszesz to przeczytaj Reguły ;)
1. Podpisuj się imieniem wilka
2. Jeśli nie jesteś z WWI to podpisuj się pełną nazwą watahy
3. Nie obrażaj nikogo w komentarzach.
Miłego dnia
Administrator :)
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.