- Ty Idioto.. - Syknęła mi do ucha, uderzyła mnie przy tym łapą. Pewnie chciała mnie zabić.. - Co Ty sobie myślałeś ! - mówiła szeptem.
- Zastanawiam się jak ty możesz być taka spokojna.. - wpatrywałem się w nią.
Starałem się nie wybuchnąć śmiechem.
Wyjrzałem zza krzaków.
Szczeniaki miotały się w burzy.
- Czasami się do czegoś przydajesz, panienko. - uśmiechnąłem się, nie patrząc na nią. - Trzymaj tak dalej. - rzuciłem i ruszyłem z miejsca.
Coś krzyczała, ale kto by się przejmował.
Złapałem pierwszego szczeniaka za kark i przywlokłem tam gdzie leżała Amy.
- Co ty odpie*dalasz ?! - prawie krzyknęła. - Chyba miałeś go zabić !
- Nie. - odparłem.
Spojrzała na mnie jak na idiotę.
- Oni nie są winni tylko dorosłe wilki.
- Hę ? Przecież już zabiłeś parę młodych !
- Ja nie zabijam dzieci. - Znowu ten wzrok. - Zabiłem parę wilków, mieli od czterech do pięciu lat, nie mniej.
- Co ? Pomieszane to.. - warknęła.
- Pomóż mi je zabrać gdzie indziej to Ci wytłumaczę.
- To to przerwę burzę.
- Nie ! - krzyknął szczeniak.
- Młody ma rację. - rozejrzałem się. - Oni są gdzieś tu...
- To je z tamtą wyjmij. - stwierdziła.
Zbierałem szczeniaki, jeden po drugim.
Pobiegliśmy w bezpieczniejsze miejsce.
- Amy.. Przygotuj się. - mruknąłem żeby szczeniaki nie usłyszeli.
- Wiem idioto.. - warknęła szeptem.
- To co mówiłem to kłamstwo...
- Co ? - spojrzała na mnie.
- Później wytłumaczę.. - rzuciłem i zablokowałem szczeniaka, który rzucił się na mnie z zębami. Odrzuciłem go.
- Zabij go ! - warknęła, kiedy unikała ataków.
Mieli ku*wa przed sobą całe życie ale najwidoczniej chcieli umrzeć.
Złapałem za gardło jednego i wyrwałem mu tchawice, inni zignorowali to i tak nas atakowali. Amy ukręciła innemu kark.
Gdy skończyliśmy koło nas leżały trupy szczeniąt.
- Ohydne... - warknąłem pod nosem..
- Ktoś idzie.. - odparła nagle Amy.
Rozejrzałem się..
Co ? Jak ja mogłem tego nie wyczuć ... - myślałem. - chole*a !!
Dorosłe wilki stanęły przed nami.. piątka.. znowu.. ich stado składało się wtedy z dziesięciu dorosłych i trzynastu szczeniąt... Żeby kazać zabijać własnym dzieciom...
Nawet nie spojrzałem na Amy i skoczyłem na pierwszego lepszego - zabity. Drugi - zabity. Amy również się przyłączyła. Bawiła się właściwie. Skakała w tą i z powrotem, a dwa wilki się męczyły. Spoglądając na nią, straciłem czujność i dostałem w pysk. No ku*wa ! Pierwszy raz w życiu !
To przez Ciebie, wiedźmo... - myślałem..
Ten wilk był nawet silny. Mogłem użyć telepatii żeby sprawić mu ból psychiczny ale wolałem się pobawić, ponieważ był ostatnim żyjącym z tej rodziny. - Zaśmiałem się w duchu.
Ja przynajmniej nie używałem mocy żeby zabić te wilki...
Kiedy go zabiłem Amy stała i patrzyła na mnie wkurzona...
- Oj... - mruknąłem..
<Amy?>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Zanim napiszesz to przeczytaj Reguły ;)
1. Podpisuj się imieniem wilka
2. Jeśli nie jesteś z WWI to podpisuj się pełną nazwą watahy
3. Nie obrażaj nikogo w komentarzach.
Miłego dnia
Administrator :)
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.