Przechadzałam się po najróżniejszych terenach, nie mogłam znaleźć swojego miejsca. Rozejrzałam się wokół, wszędzie były drzewa i krzewy. Przypominało mi to trochę scenę z jakiegoś horroru, przyznam że zaczęłam się trochę bać. Jednak ciekawość pchała mnie dalej, przeszłam jeszcze kilkanaście kroków w przód. Moim oczom ukazało się jezioro, było przeogromne. Na myśl o świeżej wodzie zaschło mi w gardle, od kilku dni nie miałam nic w pysku. No, ale cóż życie zabójcy nie jest usiane różami. Ruszyłam truchtem w tamtą stronę, dopiero kilka sekund później poczułam, że wstąpiłam na tereny obcej mi watahy. Jeśli mnie wykryją mogą zabić.... Hahaha, zaraz przecież to ja jestem zabójcą, nie mam się niczego bać. Kto może mi stawić czoła. Podeszłam do tafli wody, nachyliłam łeb i zaczęłam pić. Miałam racje, napój był zimny, można powiedzieć że ma w sobie tą życiodajną moc... Matko... Co ja wymyślam, to tylko woda... Amy opanuj się...
Usłyszałam szelest, obróciłam się gwałtownie.
- Kto tam... ? - Napięłam mięśnie, w każdej sekundzie mogłam zaatakować. Zza krzaków wyszedł wilk.
< Ktoś... coś ..? >
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Zanim napiszesz to przeczytaj Reguły ;)
1. Podpisuj się imieniem wilka
2. Jeśli nie jesteś z WWI to podpisuj się pełną nazwą watahy
3. Nie obrażaj nikogo w komentarzach.
Miłego dnia
Administrator :)
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.